Wtorkowe zajęcia zaczynała dwoma godzinami angielskiego, zajęciami na które chodziła z Norą. Siedziała ławkę przed czerwonowłosą i z czystej uprzejmości chciała porozmawiać z dziewczyną podczas przerwy, ale zanim zdążyła się odwrócić Nora pogrążona była już w swoim świecie dlatego wyciągnęła książkę i jedząc jabłko zaczytała się w niezwykłą opowieść o przyjaźni i lojalności. Będąc w prawdopodobnie najważniejszym fragmencie rozdziału, na kartkach książki rozpostarł się cień ograniczający widoczność. Nad nią stała dziewczyna, którą znała już od jakiegoś czasu. Należała do grupki znajomych, którzy wczoraj potraktowali ją w niemiły sposób.
- Cześć Melissa. - dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie odgarniając pukiel miękkich włosów z twarzy. Mel natomiast w odpowiedzi skinęła jej lekko głową. Nie miała nigdy okazji rozmawiać z dziewczyną, sam na sam, jednak słyszała na jej temat całe mnóstwo niepochlebnych opinii. - Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie podoba mi się sposób w jaki załatwiliśmy z tobą sprawy. Nie wiem jak inni, ale dla mnie zawsze jesteś mile widziana. - Melissa omal nie zakrztusiła się jabłkiem gdy to usłyszała.
- Dzięki Angel, będę o tym pamiętać. - powiedziała zasłaniając usta dłonią by nie wypluć owocu. Dziewczynie to wystarczyło. Skinęła głową i odeszła wkładając słuchawki do uszu.
- Nie ufałabym jej na twoim miejscu. - usłyszała za sobą zrzędliwy ton Nory. Szatynka odwróciła się w stronę koleżanki, ale dziewczyna nawet nie uniosła wzroku znad ekranu tabletu.
- Ty nikomu nie ufasz. - zauważyła z uśmiechem. - Po za tym... nie należy wierzyć plotkom, może być całkiem sympatyczna. - dodała śledząc palcem tekst w książce próbując odnaleźć miejsce w którym skończyła. W tym momencie zadzwonił dzwonek i z westchnieniem zamknęła tomik.
- Jesteś naiwna. To nawet słodkie. - nie wiedziała co miała na myśli rudowłosa, która mówiąc to schowała urządzenie. Mel starała się nie oceniać ludzi zbyt pochopnie, każdemu dawała szansę, a skoro to czyni ją naiwną, niech tak będzie.
***
Słysząc dzwonek zwiastujący przerwę obiadową wstała z miejsca niechętnie. Nie miała zamiaru narażać się na wścibskie spojrzenia, dlatego planowała zjeść obiad w Burger Kingu stającego obok stacji benzynowej przy szkole. Wyszła z sali i skierowała się do głównego wyjścia z największego budynku, gdy poczuła czyjąś dłoń mocno zaciskającą się na jej ramieniu. Przeszył ją dreszcz niepokoju. Opuszczanie terenu szkoły podczas lekcji było niemiłe widziane przez nauczycieli, czyżby została przyłapana?
- A ty gdzie się wybierasz? - odwróciła głowę i natknęła się na wściekłe spojrzenie Tiffany. Blondynka nawet na sekundę nie rozluźniając uścisku pociągnąć ją wgłąb budynku. - Przecież mamy się spotkać na stołówce. Wciągnęłaś nas w to bagno, to teraz się nie wycofuj. - jadowity ton dziewczyny z każdym słowem stawał się coraz mniej przyjemny. Melissa wyrwała ramię z jej uścisku. Poczuła nieprzyjemne pieczenie zdartej skóry od paznokci Vess.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. Kiedy niby było ustalone, że mamy się gdziekolwiek spotykać? - ze skrzywionym wyrazem twarzy pocierała bolące miejsce. Blondynka spojrzała na swoją dłoń, niewidzącym wzrokiem. Drgnęła jakby zaskoczona i odwróciła gwałtownie głowę w stronę pustego korytarza. Między nimi zapanowała napięta atmosfera. Zrobiło się zimno. Mel czuła wyraźnie od strony dziewczyny pewien rodzaj mroku, którego nie potrafiła bliżej określić. Chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie wymusić choćby słowa, mogła tylko czekać aż znów nawiążą kontakt wzrokowy.
- Gai stworzyła konwersacje na facebook'u i kazała wszystkim przyjść. - odparła wciąż wściekle, choć wyraz jej twarzy się zmienił gdy znów na nią spojrzała. Jej wcześniejszy ogień przygasł, w postawie zabrakło typowej dla dziewczyny pewności siebie, po nieodłącznej charyzmie nie było nawet śladu.
- Skończył mi się internet w telefonie, nie wiedziałam... - Melissie nagle zrobiło się głupio i bez większych sprzeciwów dała zaprowadzić się na stołówkę. Zaczęła zastanawiać się nad słowami dziewczyny. Czemu Gai nagle chciała się z nimi wszystkimi porozmawiać? Wczoraj jednoznacznie dała im od zrozumienia, że wcale nie chce angażować się w tą sprawę. Co więcej, że nie ma zamiaru utrzymywać z nimi jakiegokolwiek kontaktu, więc co się zmieniło? I ważniejsze, czego od nich chciała?
Pogrążona w myślach wzięła pierwszy lepszy zestaw obiadowy i razem z Tiff poszły schodami na pół piętro, gdzie znajdowała się już cała reszta.
- Przepraszam. - usłyszała szept towarzyszki. Spojrzała na nią lekko zdezorientowana. - Nie chciałam zrobić ci krzywdy. - chwilę jej zajęło by domyślić się co dziewczyna ma na myśli. Podążyła za jej wzrokiem na swoje ramię i znów na nią. Wydawała się... Zmieszana? Z jakiegoś powodu ja to rozczuliło.
- W porządku, nic się nie stało. - blondynka odwzajemniła jej uśmiech i usiadła przy stole ruchem głowy zapraszając ją by usiadła obok. Całe napięcie zniknęło w ciągu ułamka sekundy. Melissa wcześniej nie zwracała na nią szczególnej uwagi, ale miała wrażenie, że mogły by się bez problemu dogadać. Usiadła obok niej i przeniosła wzrok na Gai, która z nieobecną miną piła koktajl. Gdy "królowa" zorientowała się, że są już wszyscy, uśmiechnęła się lekko. Nie spodziewała się, że bez żadnych pytań, tak po prostu przyjdą. Nienawidziła być ignorowana, ale za to bardzo lubiła zwracać na siebie uwagę. Tym razem też się udało, co sprawiło jej ogromną satysfakcję.
- No, mów o co chodzi. Nie mam całego dnia. - ponaglił ją Luke, który choć miał przed sobą tacę z jedzeniem, siedział z nosem w książce i robił notatki. Mel była pod wrażeniem podzielności jego uwagi.
- Dużo o tym myślałam. - zaczęła odstawiając kubek na stół. - Nie mogłam spać w nocy, więc zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Ashley. Była w szoku, że do niej dzwonię, bo twierdziła, że nie rozmawiałyśmy od mają. Zaczęła mnie wypytywać o was. W sensie o nas, o każdym tu obecnym. Ashley miała mi za złe, że przestałam się z nią spotykać i cały mój czas poświęcam wam. Mówiła mi o jakimś domku letniskowym Tiffany... - w tym miejscu wymownie spojrzała na blondynkę. - O którym zresztą do wczoraj nie miałam pojęcia.
- A skąd ona wiedziała o moim domku? - Tiffany zapytała marszcząc gniewnie brwi. Tylko niewielka garstka osób wiedziała o tym miejscu. To był jej azyl do którego nie wpuszczała byle kogo.
- Nie mam pojęcia. Ale to nie wszystko. Kiedy skończyła się na mnie wydzierać i się rozłączyła, była zszokowana. Nie zrozumcie mnie źle, ale sprawdziłam historię mojej rozmowy z nią na facebooku, a tam zarzutów pod moim adresem było dużo więcej, dlatego postanowiłam dziś trochę popytać i... Dowiedziałam się paru rzeczy. - dziewczyna zlustrowała każdego po kolei swoimi ogromnymi oczami dając im czas na przetrawienie tych informacji.
- Czekaj chwilę, ta rozmowa była z maja? - zapytała Nora marszcząc brwi. Gai skinęła krótko głową. - Ale to by znaczyło, że znamy się już od jakiegoś czasu, a wczoraj rozmawiałam z wami po raz pierwszy. Przecież to nielogiczne i niemożliwe, pamiętałabym coś takiego.
- Tygodniową nieobecność teoretycznie też powinnaś pamiętać. - Luke zamknął książkę i odłożył ją na stół. - Ale to nie wszystko, tak? Mówiłaś zadaje się, że dowiedziałaś się czegoś więcej. - Gai skinęła głową i odgarnęła włosy na ramiona.
- Zgadza się. Musiałam zrobić z siebie niezłą idiotkę przed paroma osobami, ale dowiedziałam się czegoś o każdym z nas. - nawet Andrew odłożył na chwile swoją gitarę. - Całą naszą ósemkę nazywają "Mieszańcami", dlatego że po raz pierwszy w historii tej szkoły osoby z różnych kręgów zaczęły się przyjaźnić. Jest to dość niecodzienne zjawisko, ale wiele osób twierdzi, że to dało im motywacje żeby rozmawiać z tymi, do których wcześniej się nie odzywali, czy coś tam. - Mel skrzywiła się słysząc jej lekceważący ton. Nie lubiła gdy ktoś traktował w ten sposób innych, ale nie odezwała się. - Największym zaskoczeniem było gdy przyszła do mnie Maddy z gazetki szkolnej i pytała, czy sprzedam jej jakieś plotki na nasz temat. Prosiła bym uchyliła rąbka tajemnicy o naszym tygodniowym zniknięciu. Nic nie mogłam jej powiedzieć rzecz jasna, ale zapytałam od jak dawna zwraca na nas uwagę. Twierdzi, że od stycznia.
- Ale to by było już dziewięć miesięcy, twierdzisz, że znamy się tak długo, ale żadne z nas tego nie pamięta? - oburzyła się Tiffany.
- Ale czad... - Andy patrzył na wszystkich z fascynacją.
- Czad? - powtórzyła Tiff z niedowierzaniem.
- No jasne. - Ciężko było stwierdzić, czy pod jego zwyczajnym podejściem słyszała rozbawienie, ale niewątpliwie sobie z nich żartował. - Tak jakbyśmy znaleźli się w jakimś filmie sensacyjnym. Grupa znajomych przyjaźni się od prawie roku i nagle wszyscy znikają na tydzień, a gdy wracają nie wiedzą nic o sobie nawzajem, nawet się nie pamiętają. To brzmi jak efekt jakiegoś prania mózgu, czy wyczyszczenia pamięci. - ten pomysł zwrócił uwagę Luka. Teoria nie tylko nie wydała mu się absurdalna, ale wręcz całkiem prawdopodobna.
- Tylko po co ktoś miałby chcieć wymazywać nam z pamięci naszą hipotetyczną przyjaźń? - zapytał blondyn z poważnym wyrazem twarzy. To było pytanie w samo sedno. Nastała chwila ciszy podczas której wszyscy patrzyli po sobie nawzajem jakby w ten sposób mogli dowiedzieć się czegokolwiek.
- Może wcale nie chciał? - zaczęła polowi Mel.
- Sugerujesz, że wszyscy mamy zbiorową amnezję, czy że ktoś wymazał nam pamięć przypadkiem? - sarkastyczny ton Gai wcale nie pomagał ułożyć jej myśli.
- Nie to miała ma myśli. - w jej obronie stanął David, który od razu podłapał myśl. - Co jeśli ktoś wymazał nam pamięć, ale coś nie poszło zgodnie z planem? Co jeśli fakt, że nie pamiętamy naszej przyjaźni to tylko efekt uboczny, której nikt się nie spodziewał?
- A to by znaczyło, że wszyscy dowiedzieliśmy się czegoś, czego nie powinniśmy byli. Pytanie tylko, czego się dowiedzieliśmy... - Mel dokończyła myśl patrząc na swoje paznokcie. Czego tak strasznego mieliby być świadkami, żeby ktoś koniecznie chciał by o tym zapomnieli? I kto chciał by o tym zapomnieli? Myśli kotłowały się w jej głowie a każde zadane pytanie rodziło następne.
- O czym wy gadacie?! - z otępienia wyrwał ich spanikowany ton Jared'a. Jego przerażony wyraz twarzy sprowadził ich z powrotem na ziemię. Było oczywiste, że sama myśl go przeraża. - To nie jest żaden chory film tylko nasze życie, myślcie realnie! Jakie czyszczenie pamięci, przecież coś takiego nawet nie istnieje...
- Istnieje. - Luke natychmiast się mu sprzeciwił. - Ale rząd uznał, że grzebanie w ludzkim umyśle jest zbyt niebezpieczne, dlatego rzecz jest wciąż testowana. - z zamyśleniem grzebał w swoim jedzeniu.
- Skąd niby to wiesz? - zapytał Andrew z lekkim uśmiechem, jakby podsuwanie im niemożliwych myśli go bawiła.
- Mój brat pracuje dla rządku. Czasem zaglądam w jego papiery. - odparł chłopak wzruszając lekko ramionami, jakby nie było o czym mówić i wcale nie naruszał tajemnicy wagi państwowej.
- Czad. - podsumował Andy znów się ożywiając bo to by znaczyło, że jego teoria nie jest wcale tak absurdalna jak mogło by się zdawać.
- Jesteście stuknięci. - Jared wstał z miejsca, chwycił swój plecak i odszedł pospiesznie.
- Brawo. - Tiffany rzuciła serwetkę na stół i wzięła swoją torebkę. - Teraz obaj pójdziecie z nim pogadać. - zarządziła surowo zmuszając obu by porzucili swoje obiady i poszli z nią. Nora też wstała.
- Muszę to zobaczyć. - mruknęła bardziej do siebie i poszła za nimi. Przy stole została tylko Gai, Mel i David. Szatynka też wstała, chociaż nawet nie ruszyła swojego cheeseburgera.
- Siadaj. - warknęła Gai. Sprzeciw prawdopodobnie skończyłby się dla niej tragicznie, dlatego Melissa natychmiast opadła na miejsce. - Dowiedziałam się czegoś jeszcze.
- Dlaczego nie powiedziałaś tego przy wszystkich? - zapytał już jedyny chłopak przy stole jedząc frytki.
- Jeszcze mi za to podziękujesz. Maddy, ta od gazetki, zapytała mnie o coś jeszcze. O was. - wskazała idealnie pomalowanym paznokciem na tę dwójkę.
- O nas? W sensie o mnie i o Davida?
- Dokładnie, o was. Pytała czy ze sobą zerwaliście. Gdy zapytałam dlaczego tak myśli, odpowiedziała, że wczoraj widziała jak Mel wraca sama do domu. Twierdzi, że David odwoził ją codziennie od połowy maja. Wygląda na to, że byliście, czy raczej, wciąż jesteście razem. - w tym momencie Melissa była gotowa całować ją po nogach w podzięce za nie powiedzenie tego przy wszystkich. Gai stała z wdziękiem i kołysząc biodrami odeszła od stołu zastawiając ich w krępującej ciszy. Spojrzeli na siebie nie kryjąc zaskoczenia. Żadne z nich nie spodziewało się czegoś takiego.
- To by się zgadzało. - zaczął pocierając kark. - To co mówił Flanagan na parkingu, pamiętasz? - niepewnie skinęła głową. - No właśnie. Dziś podszedł do mnie Brian z drużyny i powiedział coś w stylu "na twoim miejscu, kumple czy nie, też by walczył o swoją laskę." - próbował imitować głos kolegi, ale widząc jej wzrok, zmieszał się lekko. - Wtedy nie wziąłem tego na poważnie, ale to zupełnie zmienia postać rzeczy. - z każdym słowem mówił szybciej i coraz bardziej chaotycznie. - I gdy tak o tym myślę, to w sumie to wydaje się logiczne. Bo widzisz wcześniej zastanawiałem się dlaczego przy tobie czuje się inaczej, to znaczy nie tak jak przy innych dziewczynach, a wychodzi na to, że skoro jesteśmy razem, to musimy coś do siebie czuć i to pewnie dlatego tak nas do siebie ciągnęło...
- David. - przerwała mu zanim powiedział o parę słów za dużo. - Nie jesteśmy razem i nic mnie nie obchodzą jakieś plotki. Nie znamy się. - natychmiast wstała z miejsca i zostawiła go samego. Sytuacja była jeszcze gorsza niż wczoraj. Z jednej strony mogła by powiedzieć, że do czegoś doszli, ale z drugiej, każdy o zdrowych zmysłach wyśmiałby ich na wstępie. Nie wiedziała dlaczego Gai zaczęła ten temat. O ile łatwiej by było gdyby zostawiła dla siebie tę informacje? Kątem oka zauważyła nieśmiało machającą do niej Angel. Była zbyt roztrzęsiona na jakiekolwiek rozmowy, dlatego tylko skinęła jej głową ze słabym uśmiechem i wyszła ze stołówki zanim dziewczynie wpadłoby do głowy by do niej podejść i zacząć rozmowę.
***
Lekcje minęły jej błyskawicznie, a po zajęciach jak zwykle opuściła budynek szkoły i skierowała się w stronę przestanku autobusowego. Weszło jej to już w nawyk, jednak po raz kolejnym w przeciągu czterdziestu ośmiu godzin nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś jest nie w porządku, jakby przegapiła istotny punkt dnia. Stanęła trochę z boku by nie zagradzać przejścia i próbowała przypomnieć sobie o czym zapomniała. W głowie odtwarzała cały dzień raz po raz, ale nie znajdowała nic niewłaściwego.
Beznadzieja...
Zaskoczona drgnęła i otworzyła dotąd zamknięte oczy. Przeszył ją dreszcz. Czuła się tak jakby ktoś szeptał jej do ucha, a jednocześnie było tak jakby głos odezwał się wewnątrz jej głowy.
Chodząca beznadzieja, jeśli nie potrafisz poradzić sobie w liceum, to o studiach nie masz co marzyć. Poddaj się Melisso MaClark, nigdy nie zostaniesz pisarką, po prostu się do tego nie nadajesz. Jesteś słaba.
Odwróciła się gwałtownie. Ktoś za nią podpowiadał jej depresyjne myśli i miała ochotę zabić tą osobę. Jednak nikogo tam nie było. Nikt nie czaił się za jej plecami i nie próbował naruszyć pewności siebie. Mierzyła wściekłym spojrzeniem trawnik. Tak jak wcześniej podczas rozmowy z Tiffany zrobiło jej się zimno. Nie wierzyła w to co, jak jej się wydawało, usłyszała. Nie była słaba, wiedziała o tym, ale z jakiegoś powodu czuła jakby zaraz miała zapaść się w sobie, a to budziło w niej wściekłość. Choć skołowana, odetchnęła głęboko i obejrzała się przez ramię słysząc chrząknięcie. Kawałek za nią nonszalancko oparty o ścianę budynku stał David. Wyglądał tak jakby tylko czekał bu móc rzucić jakimś nie śmiesznym żartem, jednak wyraz jego twarzy szybko się zmienił.
- Co? - warknęła. Czuła się źle i nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę. Chciała jak najszybciej wrócić do domu, zamknąć się w swoim pokoju, zakopać pod kołdrą i ukryć się przed światem.
- Blado wyglądasz. Źle się czujesz? - odepchnął się od ściany i podszedł do niej z niepokojem wypisanym na twarzy. Bez ostrzeżenia przyłożył wierzch dłoni do jej czoła i zmarszczył brwi.- Nie masz gorączki.
- Ja jestem zawsze blada, ale nic mi nie jest. Dzięki za troskę. - mruknęła odsuwając od siebie jego rękę. Nagle poczuła się niewiarygodnie zmęczona. Zerknęła na zegarek na nadgarstku i westchnęła ze zrezygnowaniem. - Świetnie, właśnie odjechał mi autobus.
- Podwiozę cię. I tak chciałem z tobą porozmawiać. - powiedział uśmiechając się lekko. Poczuła narastającą złość. Nie miała pojęcia co się dzieje, ale sprzeczne emocje brały górę nad jej zdrowym rozsądkiem. Była cała nabuzowana, a huśtawka nastrojów miotała nią w tę i z powrotem.
- Ale ja wcale nie chcę z tobą rozmawiać. Żegnam. - odwróciła się na pięcie i już miała dumnie odejść w swoją stronę gdy zobaczyła, że znajomi z drużyny chłopaka patrzą się na nich otwarcie się naśmiewając. Ze strzępki rozmów usłyszała tylko marne teksty takie jak "kryzys w raju", przez co zagotowało się z niej jeszcze mocniej. Zaczęła robić się czerwona na twarzy i już miała krzyknąć parę obraźliwych komentarzy w stronę zawodników, gdy zaczął ogarniać ją błogi spokój. Ciepło, zaczynając do czubków palców jednej dłoni, powoli otulało ją całą. Wszystko nabrało jaśniejszych barw, poczuła ciepło drugiego człowieka na plecach i z cichym westchnieniem oparła głowę o klatkę chłopaka.
David splótł ich palce i przyciągnął ją do siebie. Był szczerze zaskoczony jej reakcją. Był pewien, że zacznie się wyrywać i będzie musiał siłą wsadzić ją do samochodu. Uśmiechnął się na samą myśl. Może to wcale nie takie złe rozwiązanie?
- Przepraszam. - szepnęła cicho. Nie miała na myśli tylko jej zachowania sprzed chwili, ale też to co powiedziała mu na stołówce. Z jakiegoś powodu czuła, że zachowała się niewłaściwie, że wcale nie zasłużył sobie na jej wrogość. Przecież ona się tak nie zachowuje, nie miała pojęcia co w nią wstąpiło. - Na pewno odwiezienie mnie nie będzie problemem?
- W żadnym razie. - Objął ją ramieniem w pasie i poprowadził w stronę swojego samochodu.
- Tylko, że muszę odebrać brata ze szkoły. Valley View Elementary School. - dodała, a on tylko skinął głową w odpowiedzi. Nadłożenie drogi było mu nawet na rękę. Chciał z nią porozmawiać, ale nie miał pojęcia jak powinien zacząć temat. Otworzył przed nią drzwi pasażera i pomógł wsiąść do środka.
W samochodzie panowała zupełna cisza.
David co jakiś czas otwierał usta by coś powiedzieć, ale od razu
się poddawał, natomiast Melissa siedziała w milczeniu uparcie
wpatrując się w okno pasażera. Droga nie była długa, a on nie wykorzystał z niej nawet sekundy. Zaparkował przed szkołą jej młodszego brata zrezygnowany. Przecież nie zacznie tematu przy dziecku.
- Idź, zaczekam tu i odwiozę was do domu. - tym
zdaniem zmusił ją by na niego spojrzała. Już miała się
sprzeciwić, ale jego uśmiech zamknął jej usta. - To na prawdę nie jest żaden problem, poczekam. - zacisnęła wargi w jedną linię i
zamknęła drzwi samochodu.
- Brawo, wkopałeś się. - mrukną posępnie sam do siebie patrząc jak wchodzi do budynku szkoły. Myśli kotłowały się w jego głowie. Klął sam na siebie, że wcześniej tego nie przemyślał, bo teraz nie wiedział nawet od czego zacząć. Już po paru minutach z budynku wyszła dziewczyna z sięgającym jej talii chłopcem, który na widok samochodu rozpromienił się i zerwał do biegu zostawiając zaskoczoną siostrę daleko w tyle.
- Cześć David! - właściciel samochodu
zamrugał gwałtowanie zszokowany i odwrócił się do dziewięciolatka, który właśnie otwierał tylne drzwi.
- Cześć dzieciaku. - powiedział lekko
unosząc brwi. Najwidoczniej nawet to dziecko wiedziało więcej niż
oni. W tym samym momencie do auta dotarła pogrążona w myślach
dziewczyna. Otworzyła przednie drzwi i zajęła miejsce pasażera. - Jak w szkole? - postanowił ciągnąć tą rozmowę
jakby prowadzili podobne tysiące razy.
- W porządku, ale Mia znów mi dziś
dokuczała, zrobiłem tak jak mówiłeś, ale się nie odczepiła. -
poskarżył się dzieciak, a para z przodu wymieniła jednoznaczne
spojrzenie.
- Może po prostu jej się podobasz. -
zasugerowała dziewczyna patrząc jak David wyjeżdża ze szkolnego
parkingu. - Timon, zapnij pasy.
- To samo mówiłaś tydzień temu. - chłopiec przewrócił oczami na tylnym siedzeniu spełniając jej prośbę.
- To trzeba było mnie słuchać. Zaproś
ją do nas jutro po szkole. - zaproponowała wymyślając na
poczekaniu jakąś siostrzaną radę, choć nie wiedziała nic o
żadnej Mia'i.
- A odbierzesz mnie jutro z Davidem? -
zapytała podejrzliwie, jakby to był jedyny argument, który mógłby go przekonać
do zaakceptowania jej planu.
- Jasne, jeśli twoja siostra nie ma nic
przeciwko. - kierowca zerknął na nią kątem oka, a ona spojrzała na niego wymownie. Jej zdaniem to nie był dobry pomysł. Mieli przed sobą poważną rozmowę, nie miała żadnej pewności, czy jutro będą normalnie rozmawiać.
- Pysznie. - odparł blondyn poprawiając okulary
na nosie i już więcej się nie odezwał. Melissa po cichu
pokierowała Davida jak dojechać do jej domu i kazała mu zaparkować
przy środkowej klatce w trzy piętrowym bloku mieszkalnym. Wysiadła
z samochodu i otworzyła drzwi swojemu bratu. - A ty nie wchodzisz? - zapytał Timon patrząc na Davida, a ten nie miał pojęcia co
powinien mu odpowiedzieć. - Zawsze wchodzisz. - dodał chłopczyk.
- Jeśli twoja siostra nie ma nic
przeciwko... - zaczął, ale znów brutalnie mu przerwano.
- Dziwnie się dziś zachowujecie. -
stwierdził chłopczyk patrząc to na jedno to na drugie. Dziewczyna
skapitulowała.
- Wejdź, jasne. - natychmiast zgasił silnik. Zadziwiające jaką moc mają
dzieci, pomyślał uśmiechając się pod nosem i wszedł razem
z nimi do mieszkania na parterze. - Niedługo powinien wrócić mój
ojczym i młodsza siostra... - w momencie gdy wypowiedziała te słowa
drzwi za nimi otworzyły się i do środka wszedł Mark z Lucy, przyrodnią siostrą dziewczyny.
Czterolatka na widok chłopaka uśmiechnęła się szeroko pokazując
wielką szparę między jedynkami i pobiegła w jego stronę. David
wziął ją na ręce jakby robił to za każdym razem. Cała ta
sytuacja coraz mniej jej się podobała.
- Cześć... - zaczął patrząc z
błaganiem o pomoc na dziewczynę.
- Lucy. - szepnęła.
- Lucy. - dokończył mierzwiąc
dziewczynce włosy. - Miło cię znów widzieć. - dziewczynka
zachichotała uroczo i zaczęła się kręcić żeby postawił ją na
ziemi. Szybko spełnił jej życzenie. Mel korzystając z okazji
złapała go pod ramię.
- Jakbyście nas szukali, będziemy u mnie. - siłą wyciągnęła Davida z
przedpokoju korytarzem do siebie. Zamknęła za nimi drzwi i
spojrzała na niego niepewna co powinna zrobić. - Usiądź gdzieś. - zaproponowała
opadając na łóżku, ale on wciąż stał i tylko na nią patrzył.
- Przestań. - zażądał stanowczym tonem. - Zachowujesz się jakby ta cała plotka zwiastowała koniec twojego życia. To aż tak okropna wizja być moją dziewczyną? - prychnęła pod nosem. To chciał mi tak koniecznie powiedzieć?! Krzyczała w myślach.
- Nie wierzę, więc chodzi o twoją męską dumę? Wydaje ci się, że na samą myśl będę skakać z radości? - zabrzmiało to ostrzej niż chciała. Czasami nie panowała nad własnymi myślami i wyrzucała je z siebie jak z karabinu.
- Co? Oczywiście, że nie o to chodzi, ale zachowujesz się jakby to była jakaś wielka tragedia! - odpyskował jej uniesionym tonem. - Skąd wiesz, że ja nie mam podobnego podejścia? - zerwała się z miejsca.
- Jak możesz tak odwracać kota ogonem?! Na stołówce wystarczająco jasno dałeś do zrozumienia co o tym myślisz! " Skoro jesteśmy razem", tak powiedziałeś!
- Wcale nie! - dobrze wiedział, że to były jego słowa, ale nie chciał się do tego przyznawać.
- Właśnie, że tak!
- Dobra, nawet jeśli to dlaczego reagujesz tak emocjonalnie?! - złapał ją za ramiona i lekko potrząsnął. - Nie dałaś mi nawet dokończyć! Wcale nie mówię, że powinniśmy być razem skoro tak mówią plotki z niepewnego źródła. Jasne, masz racje, nie znamy się, wiem o tym lepiej niż myślisz! Przestań traktować mnie jak idiotę!
- To przestań się tak zachowywać! Plotka z niepewnego źródła? Czyli jakby była z pewnego to byś to zaakceptował bez mrugnięcia okiem? - jej ton był coraz mniej przyjemny, widać było, że szykuje się na walkę.
- Jezu kobieto, uspokój się wreszcie! - warknął w końcu. - Chociaż posłuchaj co chcę ci powiedzieć! - umilkli na chwilę. Złość powoli zmieniła się w sceptycyzm. Skrzywiła się wymownie i przeniosła ciężar ciała na jedną nogę. Skrzyżowała ręce na piersi dając mu znak, że czeka na jego wyjaśnienia. - Pomyśl, co się stało po szkole? Dlaczego byłaś taka agresywna? - nie dała po sobie poznać lekkiego zmieszania jakie teraz czuła. Było jej wstyd za swoje zachowanie, ale była w trybie "walki" i tak szybko się nie podda. - Rozluźniłaś się dopiero gdy złapałem cię za rękę. Słyszałaś o czymś takim jak pamięć mięśniowa? - skinęła lekko głową. Z zadowoleniem zauważył, że zaczyna do niej docierać. - To nie jest pierwszy raz kiedy reagujemy na siebie nawzajem. Też byłem zdziwiony gdy Gai z tym wyskoczyła, ale coś może w tym być. Spójrzmy na to szerzej. Może ta cała teoria z czyszczeniem pamięci nie jest wcale tak absurdalna jak się wydaje?
- Jasne, sugerujesz, że rząd postanowił wyczyścić nam mózgi?
- Czemu akurat rząd? - zapytał zdezorientowany.
- Luke mówił, że jego brat nad tym pracuje, czy coś takiego. - przypomniała mu przewracając oczami. Faktycznie, coś mu świtało jednak gdy zaczynali tę rozmowę w głowie miał tylko to co wcześniej powiedział mu Brian nazywając Melissę "laską". Kumpel sprawił, że spojrzał na nią z zupełnie innej strony. Co prawda wydawała mu się na swój sposób ciekawa, ale nie zwracał uwagi na to jak wygląda, dlatego podczas obiadu przypatrywał się jej i ten fragment rozmowy niepostrzeżenie mu umknął.
- Dobra, nawet jeśli to jest gówniany pomysł, jeśli między nami faktycznie coś było, nie chcesz wiedzieć co to było i dlaczego o tym zapomnieliśmy?
- Jasne, że chcę, ale... - zamilkła na chwilę spuszczając wzrok. - Ale nie chcę. - złapał się za głowę i odchylił ją gwałtownie wydając z siebie zirytowany jęk.
- Baby... Jak możesz... - zawiesił się na chwilę patrząc ponad jej głowę. - Co to za pudło? - zapytał wskazując na szafę. Kompletnie zapomniał o czym chciał jej powiedzieć, ale jej zdaniem tak było nawet lepiej. Od rana nic tylko się kłócili.
- Jakie pudło? - podążyła za jego wzrokiem. Na szafie stało czerwone pudło pomalowane flamastrami w różnokolorowe wzorki. Z jednej strony oboje mieli wrażenie, że już kiedyś je widzieli, a z drugiej było czymś kompletnie nowym. - Dziwne, nigdy go nie widziałam... Może moja mama je tam położyła.
- Sprawdzimy co jest w środku? - zapytał marszcząc brwi. Miał złe przeczucia, ale mimo wszystko wolał sprawdzić zawartość. I wcale nie chodziło o to, że nie chciał by Melissa została z tym sama. Wcale nie przychodziły mu do głowy różne myśli odnośnie potencjalnie niebezpiecznej zawartości, ani nic z tych rzeczy.
- Jasne. Dasz radę je zdjąć?
- Raczej tak. Masz jakieś krzesło? - rozejrzał się wokół siebie, ale faktycznie w pomieszczeniu było tylko łóżko, komoda i szafa. Nie zapytał dlaczego, sama by mu powiedziała gdyby chciała. - Chodź, podsadzę cię. - westchnął w końcu zdejmując skórzaną kurtkę.
- Co? Nie! - odsunęła się parę kroków dla własnego bezpieczeństwa.
- O, czyli wolisz mnie podsadzić? Nie sądziłem, że możesz mieć taką siłę w rękach... - uniósł brwi zakładając ręce na piersi. Toczyła ze sobą zażartą walkę nim się poddała. - Nie martw się, nie pozwolę ci spaść. - z zadziornym uśmiechem wyciągnął do niej dłoń. Nie znosiła takich zagrań, były dziecinne i, na litość boską! Takie irytujące! Przewracając oczami podeszła do niego i pozwoliła się podsadzić.
- Jeśli mnie puścisz, nie dożyjesz jutra. - obejmował jej uda, czuła jak jego klatka piersiowa zatrzęsła się od śmiechu. Sięgnęła po pudło i powoli je wysunęła, objęła obiema rękami i upewniwszy się, że nie jest narażona na atak pająków, zdjęła pudło. - Mam! Postaw mnie. - zażądała niemal natychmiast. Specjalnie, by móc się z nią podroczyć, zajęło mu to więcej czasu niż w rzeczywistości potrzebował, ale gdy w końcu stanęła pewnie na ziemi, jego uwagę przykuł przedmiot w jej rękach. Z bliska wydawał się mniejszy, ale wciąż wzorzysty.
- Otworzysz, czy ja mam to zrobić? - uniósł brwi widząc jej niezdecydowanie. Fuknęła cicho zdejmując wierzch. W środku znajdowało się całe mnóstwo rzeczy, które absolutnie nie były jej do niczego potrzebne. Parę starych bransoletek, pierścionków, kolczyków i naszyjników. Jej wzrok przykuł jeden, z błękitnym, przeźroczystym kamieniem wielkości paznokcia, ale szybko straciła go z oczu. - Co to? - spojrzała na kartkę którą wyjął. Odłożyła pudło na łóżko tracąc zainteresowanie resztą zawartości i przyjrzała się jego znalezisku. Kartka wyrwana z kalendarza z datą dwudziestego ósmego września. - To dzień w którym zniknęliśmy, prawda? - skinęła powoli głową.
- A to niewątpliwie mój charakter pisma. - wskazała na zdanie napisane czarnym długopisem pod datą. "Trzymaj oczy szeroko otwarte."
- Przestań. - zażądał stanowczym tonem. - Zachowujesz się jakby ta cała plotka zwiastowała koniec twojego życia. To aż tak okropna wizja być moją dziewczyną? - prychnęła pod nosem. To chciał mi tak koniecznie powiedzieć?! Krzyczała w myślach.
- Nie wierzę, więc chodzi o twoją męską dumę? Wydaje ci się, że na samą myśl będę skakać z radości? - zabrzmiało to ostrzej niż chciała. Czasami nie panowała nad własnymi myślami i wyrzucała je z siebie jak z karabinu.
- Co? Oczywiście, że nie o to chodzi, ale zachowujesz się jakby to była jakaś wielka tragedia! - odpyskował jej uniesionym tonem. - Skąd wiesz, że ja nie mam podobnego podejścia? - zerwała się z miejsca.
- Jak możesz tak odwracać kota ogonem?! Na stołówce wystarczająco jasno dałeś do zrozumienia co o tym myślisz! " Skoro jesteśmy razem", tak powiedziałeś!
- Wcale nie! - dobrze wiedział, że to były jego słowa, ale nie chciał się do tego przyznawać.
- Właśnie, że tak!
- Dobra, nawet jeśli to dlaczego reagujesz tak emocjonalnie?! - złapał ją za ramiona i lekko potrząsnął. - Nie dałaś mi nawet dokończyć! Wcale nie mówię, że powinniśmy być razem skoro tak mówią plotki z niepewnego źródła. Jasne, masz racje, nie znamy się, wiem o tym lepiej niż myślisz! Przestań traktować mnie jak idiotę!
- To przestań się tak zachowywać! Plotka z niepewnego źródła? Czyli jakby była z pewnego to byś to zaakceptował bez mrugnięcia okiem? - jej ton był coraz mniej przyjemny, widać było, że szykuje się na walkę.
- Jezu kobieto, uspokój się wreszcie! - warknął w końcu. - Chociaż posłuchaj co chcę ci powiedzieć! - umilkli na chwilę. Złość powoli zmieniła się w sceptycyzm. Skrzywiła się wymownie i przeniosła ciężar ciała na jedną nogę. Skrzyżowała ręce na piersi dając mu znak, że czeka na jego wyjaśnienia. - Pomyśl, co się stało po szkole? Dlaczego byłaś taka agresywna? - nie dała po sobie poznać lekkiego zmieszania jakie teraz czuła. Było jej wstyd za swoje zachowanie, ale była w trybie "walki" i tak szybko się nie podda. - Rozluźniłaś się dopiero gdy złapałem cię za rękę. Słyszałaś o czymś takim jak pamięć mięśniowa? - skinęła lekko głową. Z zadowoleniem zauważył, że zaczyna do niej docierać. - To nie jest pierwszy raz kiedy reagujemy na siebie nawzajem. Też byłem zdziwiony gdy Gai z tym wyskoczyła, ale coś może w tym być. Spójrzmy na to szerzej. Może ta cała teoria z czyszczeniem pamięci nie jest wcale tak absurdalna jak się wydaje?
- Jasne, sugerujesz, że rząd postanowił wyczyścić nam mózgi?
- Czemu akurat rząd? - zapytał zdezorientowany.
- Luke mówił, że jego brat nad tym pracuje, czy coś takiego. - przypomniała mu przewracając oczami. Faktycznie, coś mu świtało jednak gdy zaczynali tę rozmowę w głowie miał tylko to co wcześniej powiedział mu Brian nazywając Melissę "laską". Kumpel sprawił, że spojrzał na nią z zupełnie innej strony. Co prawda wydawała mu się na swój sposób ciekawa, ale nie zwracał uwagi na to jak wygląda, dlatego podczas obiadu przypatrywał się jej i ten fragment rozmowy niepostrzeżenie mu umknął.
- Dobra, nawet jeśli to jest gówniany pomysł, jeśli między nami faktycznie coś było, nie chcesz wiedzieć co to było i dlaczego o tym zapomnieliśmy?
- Jasne, że chcę, ale... - zamilkła na chwilę spuszczając wzrok. - Ale nie chcę. - złapał się za głowę i odchylił ją gwałtownie wydając z siebie zirytowany jęk.
- Baby... Jak możesz... - zawiesił się na chwilę patrząc ponad jej głowę. - Co to za pudło? - zapytał wskazując na szafę. Kompletnie zapomniał o czym chciał jej powiedzieć, ale jej zdaniem tak było nawet lepiej. Od rana nic tylko się kłócili.
- Jakie pudło? - podążyła za jego wzrokiem. Na szafie stało czerwone pudło pomalowane flamastrami w różnokolorowe wzorki. Z jednej strony oboje mieli wrażenie, że już kiedyś je widzieli, a z drugiej było czymś kompletnie nowym. - Dziwne, nigdy go nie widziałam... Może moja mama je tam położyła.
- Sprawdzimy co jest w środku? - zapytał marszcząc brwi. Miał złe przeczucia, ale mimo wszystko wolał sprawdzić zawartość. I wcale nie chodziło o to, że nie chciał by Melissa została z tym sama. Wcale nie przychodziły mu do głowy różne myśli odnośnie potencjalnie niebezpiecznej zawartości, ani nic z tych rzeczy.
- Jasne. Dasz radę je zdjąć?
- Raczej tak. Masz jakieś krzesło? - rozejrzał się wokół siebie, ale faktycznie w pomieszczeniu było tylko łóżko, komoda i szafa. Nie zapytał dlaczego, sama by mu powiedziała gdyby chciała. - Chodź, podsadzę cię. - westchnął w końcu zdejmując skórzaną kurtkę.
- Co? Nie! - odsunęła się parę kroków dla własnego bezpieczeństwa.
- O, czyli wolisz mnie podsadzić? Nie sądziłem, że możesz mieć taką siłę w rękach... - uniósł brwi zakładając ręce na piersi. Toczyła ze sobą zażartą walkę nim się poddała. - Nie martw się, nie pozwolę ci spaść. - z zadziornym uśmiechem wyciągnął do niej dłoń. Nie znosiła takich zagrań, były dziecinne i, na litość boską! Takie irytujące! Przewracając oczami podeszła do niego i pozwoliła się podsadzić.
- Jeśli mnie puścisz, nie dożyjesz jutra. - obejmował jej uda, czuła jak jego klatka piersiowa zatrzęsła się od śmiechu. Sięgnęła po pudło i powoli je wysunęła, objęła obiema rękami i upewniwszy się, że nie jest narażona na atak pająków, zdjęła pudło. - Mam! Postaw mnie. - zażądała niemal natychmiast. Specjalnie, by móc się z nią podroczyć, zajęło mu to więcej czasu niż w rzeczywistości potrzebował, ale gdy w końcu stanęła pewnie na ziemi, jego uwagę przykuł przedmiot w jej rękach. Z bliska wydawał się mniejszy, ale wciąż wzorzysty.
- Otworzysz, czy ja mam to zrobić? - uniósł brwi widząc jej niezdecydowanie. Fuknęła cicho zdejmując wierzch. W środku znajdowało się całe mnóstwo rzeczy, które absolutnie nie były jej do niczego potrzebne. Parę starych bransoletek, pierścionków, kolczyków i naszyjników. Jej wzrok przykuł jeden, z błękitnym, przeźroczystym kamieniem wielkości paznokcia, ale szybko straciła go z oczu. - Co to? - spojrzała na kartkę którą wyjął. Odłożyła pudło na łóżko tracąc zainteresowanie resztą zawartości i przyjrzała się jego znalezisku. Kartka wyrwana z kalendarza z datą dwudziestego ósmego września. - To dzień w którym zniknęliśmy, prawda? - skinęła powoli głową.
- A to niewątpliwie mój charakter pisma. - wskazała na zdanie napisane czarnym długopisem pod datą. "Trzymaj oczy szeroko otwarte."
***
Był środek nocy gdy wybiegła na
pusty parking przed dawno zamkniętym centrum handlowym. Ubrana była
cała na czarno, w ręku trzymała pistolet, a na plecach czuła
przewieszony karabin. Ciężko dyszała ze zmęczenia, czuła się
brudna i wściekła pewnie trzymając broń w dłoni. Włosy związane
miała w ciasny kitek na czubku głowy, ale jeden kosmyk wydostał
się na wolność i ograniczył jej pole widzenia. Wokół niej
walczyli ludzie, jej przyjaciele. Osoby którym ufała ponad
wszystko. Walczyli z wielkimi człekokształtnymi stworami.
Potwory miały ludzką sylwetkę i
gdyby stały, miały by około trzy, może cztery metry wzrostu. Poruszały
się pokracznie, jak zwierzęta na nogach i rękach. Miały
czarną cienką skórę przypominającą trochę łuski,
która opinała się na kościach. Odznaczający się kręgosłup
wił się we wszystkie strony wywołując u niej obrzydzenie. Ich
głowa przypomniała ludzką czaszkę osadzoną na długich szyjach,
ale było w nich coś nie tak. Gdy otwierali cienkie, czarne wargi
ich jama ustna przypominała czarną dziurę otoczoną paroma rzędami
ostrych białych kłów. Nie miały oczu, ale w ciemności wydawało
się, że widać błyski szmaragdowych ślepi.
- Tiff, uważaj! - odwróciła się
błyskawicznie i zobaczyła jak między nią a pełznącego w jej
stronę upiora, wskoczył trochę wyższy od niej chłopak. Wyciągnął
zza pasa srebrny miecz i przeciął cienką skórę na piersi demona
w momencie gdy ten uniósł się do ataku. Na ziemię wylała się
czarna krew, usłyszała przeraźliwy wrzask. Wycelowała broń i
strzeliła, ale było już za późno. Widziała jak stwór uniósł
potężną łapię i zamachnął się szpiczastą dłonią. Chłopak
upadł na kolana, a potem na ziemię. Jego głowa potoczyła się aż
pod jej nogi. Zobaczyła przerażenie w jego oczach i bezruch na
szarzejącej twarz. Krzyknęła najgłośniej jak potrafiła i... otworzyła oczy.
Wczorajszej nocy przyśnił jej się koszmar i następnego dnia, za każdym razem gdy zamykała oczy widziała przed sobą odciętą głowę nieznanego chłopaka. Z jakiegoś powodu od kiedy poznała ich wszystkich zaczynały dziać się z nią dziwne rzeczy, nie chciała tego. Czuła, że zaczyna wariować, jakby ktoś sprawdzał siłę jej charakteru. Przez całą środę unikała reszty "Mieszańców", a i oni jakoś nie kwapili się by ze sobą rozmawiać. Widziała tylko jak David i Melissa kłócą się na korytarzu i wracają razem do domu, ale obiad każdy z nich zjadł osobno. Właściwie wszystko zapowiadało się jakby miało wrócić do normy.
Do końca tygodnia był względny spokój, ale od następnego poniedziałku znów śniły jej się dziwne rzeczy, czuła się przytłoczona, jakby ktoś szeptał jej do ucha pesymistyczne myśli. Powoli, stopniowo zaczynała w nie nawet wierzyć. Pogrążała się w swojej beznadziei do następnego piątku, bo wtedy znów zaczęło się wszystko mieszać.
Wczorajszej nocy przyśnił jej się koszmar i następnego dnia, za każdym razem gdy zamykała oczy widziała przed sobą odciętą głowę nieznanego chłopaka. Z jakiegoś powodu od kiedy poznała ich wszystkich zaczynały dziać się z nią dziwne rzeczy, nie chciała tego. Czuła, że zaczyna wariować, jakby ktoś sprawdzał siłę jej charakteru. Przez całą środę unikała reszty "Mieszańców", a i oni jakoś nie kwapili się by ze sobą rozmawiać. Widziała tylko jak David i Melissa kłócą się na korytarzu i wracają razem do domu, ale obiad każdy z nich zjadł osobno. Właściwie wszystko zapowiadało się jakby miało wrócić do normy.
Do końca tygodnia był względny spokój, ale od następnego poniedziałku znów śniły jej się dziwne rzeczy, czuła się przytłoczona, jakby ktoś szeptał jej do ucha pesymistyczne myśli. Powoli, stopniowo zaczynała w nie nawet wierzyć. Pogrążała się w swojej beznadziei do następnego piątku, bo wtedy znów zaczęło się wszystko mieszać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz