Kennedy High School było tym większym spośród dwóch liceów w Bloomington. Cztery parkingi otaczały trzy budynki szkoły w tym główny w kształcie walca gdzie była stołówka i odbywały się lekcje nauk ścisłych. Szkoła posiadała boisko rugby, siedem kortów tenisowych, dwa boiska piłki nożnej i dwa do softball'u nie wspominając o przystosowaniu terenu do sportów lekkoatletycznych, czyli między innymi biegi, rzut oszczepem, skoki w wzwyż i w dal. Drugi budynek był znacznie większy niż ten okrągły. Oprócz sal lekcyjnych (głównie zajęć humanistycznych) była tam pracownia artystyczna, aula używana głównie przez kółko teatralne lub do przeprowadzenia apelów, a także część administracyjna, czyli gabinety dyrektora, psychologa, pokój nauczycielski i biblioteka. Trzeci budynek był tak zwanym "Kennedy Activity Center" czyli basen, lodowisko dla hokeistów, dwie sale gimnastyczne i boisko koszykarskie.
Trzymając przy piersi książki potrzebne jej na pierwszą część dnia ruszyła korytarzem, ale już po paru metrach wszystko wypadło jej się z rąk. Z jękiem niezadowolenia uklękła i zaczęła zbierać rozrzucone materiały, kiedy kątem oka zauważyła zbliżającą się do niej parę czarnych vans'ów, a ich właściciel kucną przed nią i podniósł z ziemi czarny, skórzany notes. Włożyła wszystko do torby i podniosła się czym prędzej zabierając mu swoją własność. Uniosła głowę by spojrzeć w jego czekoladowe oczy. Zdecydowanie od niej wyższy, ciemnoskóry chłopak uśmiechnął się i z zakłopotaniem podrapał po głowie. Jego włosy przypominały burzę loków gładko zaczesanych w kitka. Odkryte fragmenty skóry błyszczały delikatnie od potu.
- Dziękuję. - zaczęła lekko się rumieniąc. Nie znosiła gdy ktoś poza nią dotykał tego konkretnego notesu. Był jej prywatną własnością, którą nienawidziła się dzielić.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się niepewnie, ale wciąż stał przed nią zamiast uciekać w te pędy, co odebrała jako dobry znak. Oboje sprawiali wrażenie jakby chcieli coś powiedzieć, ale za bardzo się wstydzili. Cisza krępowała ją jeszcze bardziej, dlatego gorączkowo szukała tematu, który mogłaby poruszyć.
- Wf z rana? - zapytała o pierwszą rzecz jaka wpadła jej do głowy, a on odpowiedział cichym śmiechem. Zawsze uważała, że słoń nadepnął jej na ucho, ale ten chłopak miał niski, wyjątkowo kojący głos.
- Nie. Pomyślałem, że poćwiczę przed lekcjami. - wytłumaczył się wciąż wyglądają na zdenerwowanego, dlatego palnęła pierwsze co jej ślina na język przyniosła.
- Postawa godna naśladowania. Tańczysz? Coś słyszałam, że przerobili jedną z sal gimnastycznych na studio taneczne. - pochwaliła odgarniając z twarzy czekoladowe kosmyki.
- Dzięki. Jestem Jared. - wyciągnął w jej stronę dłoń. Odwzajemniła gest. Ciepło bijące od niego rozlało się po całym jej ciele, ale nie to ją zaskoczyło. Zadziwiające było wrażenie, że już kiedyś czuła podobne ciepło, że kiedyś dotykała tej wielkiej dłoni, że kiedyś słyszała ten głos. Wypełniła ją tęsknota i radość, której wcześniej nie odczuwała. Patrzyła na ich splecione dłonie z szeroko otwartymi oczami.
- Czujesz to? - odchrząknęła widząc jego nierozumiejące spojrzenie. - Melissa.
- Miło cię poznać. To coś ważnego? - zdawała sobie sprawę, że on jedynie próbuje zmienić temat, ale mimo to podążyła za jego wzrokiem do zeszytu, który kurczowo przy sobie trzymała.
- Można tak powiedzieć, tak mój mały skarb. - odpowiedział jej najcieplejszym, najbardziej przyjaznym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziała.
- Rozumiem. Cóż, do zobaczenia później, Mel. - dopiero teraz puścił jej rękę i wmieszał się w tłum. Stała wpatrując się w swoją dłoń jakby zobaczyła ją po raz pierwszy, nigdy nie zwróciła uwagi na to jak małe one są. Mel... W jego ustach brzmiało to nawet uroczo... Czekała aż przyjemne wspomnienie tego dotyku całkowicie ją opuści. Z chwilowego otępienia wyrwał ją dzwonek zwiastujący rozpoczęcie pierwszej lekcji.
Poniedziałkowy plan zajęć rozpoczynały dwie godziny historii sztuki, przedmiot który wybrała jako przysłowiową "zapchaj dziurę". Weszła do klasy i przywitała się z przysadzistą nauczycielką po czterdziestce. Profesor Brown przez następne dwie godziny miała monotonnym tonem opowiadać o sztuce starożytnej Grecji, podczas gdy uczniowie zajmowali się swoimi sprawami. Melissa była jedną z nielicznych osób, które spędzały ten czas produktywnie. Włożyła słuchawki, puściła ulubioną playlistę, tworzyła notes i zaczęła czarować.
Zawsze uważała się za jedną z tych "artystycznych dusz". Nie miała co prawda za grosz talentu aktorskiego, nie śpiewała, nie potrafiła rysować, rzeźbić ani grać na jakimkolwiek instrumencie. Nie, jej domeną nie była żadna z tych rzeczy. Ona bawiła się słowem. Słowa łączyła w zdania, zdanie w opisy ludzi, miejsc i zdarzeń, które potem dzieliła na akapity tworząc zgrabne opowiadania wszelakiej tematyki. Marzyła by któregoś dnia stać się autorką bestsellerów i móc żyć z tego co kocha najbardziej, dlatego wybierała się na wydział literatury na pobliskim uniwersytecie.
Jak codziennie po drugiej lekcji poszła na stołówkę by zjeść drugie śniadanie. Z dzisiejszego menu wybrała bułeczkę cynamonową i jogurt naturalny po czym skierowała się do stolika przy którym siedzieli jej znajomi. Stołówka była wielkim okrągłym pomieszczeniem o około sześciu metrach wysokości. Gdy odebrało się jedzenie od kucharek można było albo zostać na dole, albo wejść po schodach na pół piętro. Część ściany od strony szkolnego boiska była od podłogi po sam sufit oszkolona co wpuszczało do pomieszczenia dużo światła Reszta miła żywy żółty kolor, a nad wejściem do kuchni namalowano godło szkoły - żółto niebieskiego orła.
- Cześć! - przywitała się zajmując miejsce obok Claudii, swojej przyjaciółki z podstawówki. Odpowiedziała jej głucha cisza podczas której wszyscy wpatrywali się w nią jakby zobaczyli ducha. Uniosła lekko brwi odpowiadając milczeniem.
- Już... się najadłam. Do zobaczenia później. - powiedziała jedna z dziewczyn wstając i pospiesznie odeszła od stolika. W jej ślady podążyła cała reszta towarzystwa, ale w ostatniej chwili szatynka złapała Claudie za nadgarstek.
- O co chodzi? Zachowujecie się jakbym była trędowata... - zażartowała, choć wcale nie było jej do śmiechu. Nie miała pojęcia co zrobiła, że nagle wszyscy się na nią obrazili.
- Przepraszam Mel, ale... - blondynka cicho westchnęła i usiadła z powrotem wpatrując się poważnie w przyjaciółkę. - Sama się od nas odwróciłaś, a teraz siadasz z nami jak gdyby nigdy nic. Z resztą... Gdzie byłaś przez ten tydzień?
- Słucham? - zapytała kompletnie zbita z tropu. Przecież nie opuściła ani jednego dnia od początku roku.
- Właśnie o tym mówię. - dziewczyna założyła kosmyk włosów za ucho. - Znikasz bez słowa, a teraz nawet nie chcesz powiedzieć gdzie byłaś. Cała ta twoja ekipa zniknęła, uwierz po szkole chodzą różne plotki... Mel nadal jesteśmy przyjaciółkami, ale przykro mi... - wstała z taką miną, jakby na prawdę było jej przykro. - Myślę, że lepiej by było gdybyś więcej z nami nie siadała. - po tych słowach odwróciła się i zostawiła osłupiałą dziewczynę samą.
Ugryzła się w wewnętrzną stronę policzka żeby odgonić łzy. No co ty, Mel! Krzyczała na siebie w myślach, chyba nie będziesz ryczeć z takiego powodu! Wściekła wrzuciła jogurt do torby i odgryzając kawałek bułeczki pomaszerowała na następną lekcje.
Cudem dotrwała do przerwy obiadowej. Miała wrażenie, że wskazówki zegara wcale się nie poruszają. Wzięła sałatkę grecką i smoothy bananowe, i zaczęła rozglądać się po stołówce. Nie miała zamiaru znów siadać do swoich "przyjaciół". Wystarczająco jasno dali jej do zrozumienia, że nie jest wśród nich mile widziana, dlatego stała teraz na samym środku poszukując wolnego stolika i narażając się na wścibskie spojrzenia innych uczniów. Ludzie ze stolika obok już zaczynali chichotać, gdy poczuła jak ktoś łapie ją pod ramie i ciągnie w stronę, jak się okazało, jedynego wolnego miejsca, które nie było wcale wolne bez przyczyny. Stolik znajdował się w najgorszym możliwym położeniu, w rogu sali przy śmietnikach na resztki. Drugi raz tego samego dnia przez zwykły dotyk miała ochotę krzyczeć, jednak tym razem to uczucie było spotęgowane.
Zmierzyła wzrokiem swojego wybawce i faktycznie - wyglądem zasługiwał na miano rycerza na białym koniu. Na ratunek ruszył jej nie kto inny jak David Biss obracający się w kręgach "tych popularnych". W Kennedy High School krążyło całe mnóstwo plotek wokół jego osoby, które mimochodem do niej docierały. Słyszała o jego pracy jako modela bielizny, jego dziewczynach - studentkach i niepowtarzalnym talencie muzycznym, o który zabijali się przedstawiciele największych wytwórni muzycznych Stanów Zjednoczonych. Nigdy nie zwracała na niego szczególnej uwagi, na pewno nie tyle co inni, ale sama przed sobą musiała przyznać: był przystojny.
Posadził ją na przeciw siebie dając możliwość by dokładniej mu się przyjrzała. Ciemne oczy, ciemne włosy, oliwkowa skóra i wyrazisty zarys szczęki to jedne z głównych czynników sprawiających, że przypadł do gustu tak wielu dziewczynom, nie wspominając o dobrze zbudowanym ciele. W sposobie jakim się poruszał było coś hipnotyzującego przez co miała ochotę wziąć długopis w rękę i dokładnie go opisać. Jednak teraz, czym dłużej się w nią wpatrywał tym bardziej miała wrażenie, że nie powinien być tu teraz z nią.
- Przepraszam ale... Moi kumple nie chcą ze mną gadać i gdy zobaczyłem jak stoisz na środku i nie wiesz w którą stronę iść, pomyślałem, że możemy nawzajem sobie pomóc. - cóż... Może jednak powinien tu z nią teraz być... Nagłe wyznanie było tak szokujące, że zamrugała gwałtownie i parsknęła cicho zakrywając usta dłonią. Zrobiła się cała czerwona. Nie należała do osób śmiałych przy pierwszym kontakcie, z reguły na początku niewiele mówiła, dopiero za którymś razem nabierała śmiałości by prowadzić swobodną pogawędkę. Ten lunch zaczął się nieźle zapowiadać.
Podczas gdy ona próbowała doprowadzić się do porządku, on patrzył na nią z zadowolonym uśmiechem. Lubił gdy dziewczyny się śmiały, a ona posiadała ten rodzaj melodyjnego śmiechu, którego lubił słuchać najbardziej. Wyciągnął rękę w jej stronę gdy znów na niego spojrzała.
- David Biss. - przedstawił się.
- Wiem kim jesteś. - odparła ściskając mu dłoń na przywitanie.
- Wiesz? - uniósł brwi nie kryjąc rozbawienia. - W takim razie mi powiedz. - zachęcił, a ona z przyjemnością odbiła piłeczkę. Jego zachowanie ośmielało ją w sposób w jaki jeszcze nikomu się nigdy nie udało.
- Obiekt westchnień cheerleaderek przez sam fakt, że jesteś w drużynie rugby - z pozoru typowy sportowiec, ale przez nauczycieli nazywany cudownym dzieckiem. Czarny pas w karate zdobyłeś w wieku piętnastu lat. Nie dość, że popularny to jeszcze inteligentny - geniusz w dziedzinie chemii, w zeszłym roku wygrałeś stanową olimpiadę chemiczną. - podczas jej wypowiedzi, nawet nie mrugnął, ale gdy skończyła, wydawał się jakiś naburmuszony, wydawał jej się jak małe dziecko, które obraża się, że nie dostało cukierka.
- Wcale nie powiedziałaś kim jestem. - zaprzeczył, a ona uniosła brwi.
- Powiedziałam. Nie powiedziałam jaki jesteś, przecież cię nie znam. - wzruszyła ramionami nabijając list sałaty ma widelec i włożyła go do ust.
- Dobra, wygrałaś... - zawiesił się w pół zdania i już nie dokończył. Słowo utknęło mu w gardle.
- Melissa MaClark. - podpowiedziała nagle tracąc resztki dobrego humoru. To nie jest przyjemne uczucie, gdy ktoś nie pamięta twojego imienia.
- Tak, wiem. - zaskoczył ją miękki ton jego głosu, który gdy to powiedział, sprawił, że po plecach przebiegł jej przyjemny dreszcz. Nie zapytała skąd zna jej imię, nie chciała niszczyć napięcia, które powstało między nimi. Nawet nie zastanowiła się nad tym co chciał powiedzieć. Zjedli w ciszy i rozeszli się w swoje strony bez słowa pożegnania. Wydawało jej się to jak najbardziej na miejscu. Już na samym początku zostali przydzieleni do innych grup. W Kennedy uczniowie niestety kładli szczególny nacisk na podział między sobą. Sportowcy nie rozmawiali z nerdami, a nerdzi trzymali się z dala od artystów. Przychodziło to naturalnie i od kiedy chodziła do tej szkoły, jeszcze nie widziała by ktoś wyszedł poza szereg. Aż do dziś, rzecz jasna.
Postanowiła wykorzystać ostatnie piętnaście minut przerwy by zapalić i wrócić na angielski. Wyszła z głównego budynku i przebiegła przez pustą ulicę. Uczniowie Kennedy obrali tył stacji benzynowej Holiday za tak zwaną "palarnie", a i tym razem stała tam pokaźnej wielkości grupa palaczy. Dostrzegła Norę, czerwonowłosą buntowniczkę. Miała cale mnóstwo kolczyków w uszach i jeden w nosie. Z dumą reprezentowała swoją subkulturę. Kawałek za nią z królewską postawą paliła Gai Rosewood - szkolna królowa. Nikt nie ośmielał się zaleźć jej za skórę ze strachu przed jej legendarną zemstą. Gai była szczupłą dziewczyną z ogromnymi piersiami, co biorąc pod uwagę jej sześćdziesiąt centymetrów w talii, zdaniem Mel wyglądało fenomenalnie. Miała owalną twarz, duże zielone oczy i wydatne usta. Wiecznie wyprostowane, puszyste włosy sięgały łopatek i opadały jej na ramiona.
Wyciągnęła z torby paczkę Marlboro i włożyła papierosa do ust, jednak nie mogła znaleźć nic by go podpalić. Przechodząca obok niej Gai, wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę z różowej kurtki od Hilfigera i pozwoliła Mel z niej skorzystać.
- Dziękuję. - powiedziała szatynka, a w odpowiedzi dostała lekki uśmiech. Przez chwilę obserwowała jak dziewczyna idzie ulicą grzechocąc bransoletkami. Może wcale nie jest taka straszna jak wszyscy uważają?
Przez następną lekcję zastanawiała się nad słowami Claudii podczas śniadania. Nie potrafiła na niczym się skupić, wciąż tylko wpatrywała się w okno tworząc w głowie różne wymówki dla słów przyjaciółki. Do sali wszedł chłopak z pierwszej klasy i przekazał nauczycielce karteczkę, po czym uciekł najszybciej jak potrafił. Kobieta uniosła lekko brwi.
- Melissa MaClark i Nora Halleway. Macie udać się do gabinetu dyrektora. - wstając ze swojego miejsca Mel miała wrażenie, że przekazanie im tej wiadomości dało kobiecie dużo satysfakcji.
- Jędza... - wyrwało jej się. Na szczęście mówiła szeptem, ale i tak parę osób się zaśmiało.
***
Do gabinetu dyrektora szła jak na ścięcie. Zastanawiała się czy może chodzić o to, że paliły za stacją benzynową kiedy powinny znajdować się na terenie szkoły i czy będzie tam ktoś jeszcze, czy tylko one dwie zostały zauważone. Zerknęła z ukosa na Norę, ale dziewczyna nie wydawała się być specjalnie przejęta, jakby sytuacja wcale jej nie dotyczyła i znalazła się tam przypadkiem, a całe to wezwanie to jedno wielkie nieporozumienie, które zaraz wyjaśni. Napotkała spojrzenie brązowych oczu.
- Raczej nie chodzi o fajki. - rudowłosa sama zaczęła rozmowę czego Melissa nigdy by się po niej nie spodziewała. Była raczej milczącym typem, rzadko kiedy odzywała się do kogokolwiek.
- Skąd wiesz? - zapytała poprawiając torbę na ramieniu. Nora uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Bo wiem jak wygląda samochód dyrka i wiem, że nie przejeżdżał koło stacji gdy tam byłyśmy. Mogę się założyć, że nawet nie wyszedł z tego swojego obskurnego gabineciku. Melissa, prawda? - szatynka skinęła głową. Nigdy nie słyszała od niej tak dużo słów na raz. Wyższa o głowę Nora uniosła dłoń i powoli się do niej zbliżyła. W pierwszej chwili Mel zacisnęła oczy w obawie... W zasadzie sama nie wiedziała czego się przestraszyła. - Nie przejmuj się, to na pewno nic poważnego. - czuła jak długie palce przeczesują jej włosy gdy Nora głaskała ją po głowie. Od razu się rozluźniła. W geście było coś czułego, wręcz siostrzanego, miała wrażenie, że dziś wszyscy są dla niej wyjątkowo mili. To był dziwny dzień, można by pomyśleć, że wszystko szło jej źle a równocześnie jakby było na swoim miejscu. Spojrzała na nią podejrzliwie. Czyżby coś było na rzeczy? Czemu nagle dzieje się coś takiego?
- Dzięki. Jak to powiedziałaś jakoś tak... od razu mi lepiej. - nie spodziewała się po dziewczynie tak ciepłego uśmiechu jaki pokazała teraz. Mogła by przysiąc, że znają się od dawna i są dobrymi przyjaciółkami.
- Nie ma sprawy Mel. - dziewczyna zabrała rękę gdy wyszły na główny korytarz. Stało tam jeszcze parę osób spośród których rozpoznała Davida, Gai i Jared'a. Od razu zrozumiała, że Nora ma racje i nie może chodzić o papierosy, w końcu i Jared i David byli sportowcami, którym zwyczajnie nie wypadało palić.
- Jeszcze dwie? - Gai westchnęła cicho osuwając się po ścianie na ziemię. Najwyraźniej miała nadzieję na szybkie załatwienie sprawy.
- Tak, na to wygląda. - mruknęła szatynka przykuwając uwagę królowej.
- Melissa, tak?
- Mel. - wydawało się, że Jared poprawił ją automatycznie, a teraz stał oparty o ścianę i uśmiechał się do dziewczyny. - Cześć.
- Witaj znów... Mel. - David wciął się zanim zdążyła odpowiedzieć. Patrzył na tancerza nieprzychylnym wzrokiem.
- Cudownie. Może wszyscy się poznamy i stworzymy kółko różańcowe? - spojrzeli na przewracającego oczami blondyna. Chłopak nosił okulary z grubymi czarnymi oprawkami. Ubrany był w zapiętą po szyję czarno białą koszulę w kratę i krawat. Jedyne co niszczyło jego nerdowski wizerunek to kolczyk w dolnej wardze i finezyjnie postawione włosy.
- Wspaniały pomysł, ty pierwszy. - zaproponowała sarkastycznie blondynka siedząca na ziemi między nim a Gai. Miała buty na lekkim obcasie i obcisłą małą czarną. Sukienka była zabudowana pod szyję i miała ramiączka długości t-shirtu, choć opis może brzmieć śmiesznie, dziewczyna wyglądała w niej na prawdę szykownie i elegancko.
- Uważaj bo jeszcze zawstydzisz naszego Luke'a. - Melissa przeniosła wzrok z dziewczyny na chłopaka stojącego obok blondyna. Był ubrany w skórzaną kurtkę, a obok niego stał futerał na gitarę. Miał włosy dłuższe niż wypadało, ale nie dość długie by długimi je nazwać. Z szerokim uśmiechem odpowiedział na jej spojrzenie. - Jestem Andrew Smith, ale możesz mi mówić And... - nie dane było jej się dowiedzieć jak może mu mówić, bo przerwał gdy drzwi przed nimi otworzyły się i na korytarz wyjrzała sekretarka. Gestem nakazała im przejść przez sekretariat do gabinetu dyrektora.
Wbrew temu co powiedziała jej wcześniej Nora, Melissa nie oceniła gabinetu dyrektora Dooley'a jako obskurny. Biała tapeta co prawda odchodziła już od ścian, podłogę i meble należało by wymienić bo nadgryzione zębem czasu nie wyglądały jakby nadawały się jeszcze do użytku, ale wnętrze oceniła jako przyjemne dla oka. Stanęli ściśnięci w zwartej grupie, nie dlatego, że byli sobie jakoś szczególnie bliscy, tylko dlatego, że było tam tak mało miejsca, że ledwo dwie osoby mogły swobodnie poruszać się po pomieszczeniu, nie wspominając o ośmiu. Z dyrektorem dziewięciu.
Profesor Dooley był puszystym mężczyzną z rodzaju tych, dla których na noszenie garnituru było już niestety za późno. Na pierwszy rzut oka wydawał się młody, ale nie potrafił ukryć łysiejących zakoli na głowie. Gdy mówił jego liczne podbródki poruszały się w rytm jego słów. Sprawiał wrażenie wujaszka, który przyjeżdża raz w roku by przez całe święta pić piwo i opowiadać sprośne żarty.
- Dzieci moje drogie, co ja mam z wami zrobić? - zapytał pochylając się w ich stronę nad biurkiem. Melissa, która została wypchnięta na przód, odruchowo chciała cofnąć się o krok, ale wpadła na czyiś tors. Poczuła jak ktoś czule dotyka jej ramion. Syknęła cicho czując elektryczne impulsy przechodzące przez jej skórę. Podniosła głowę by spojrzeć kto to taki i od razu odwróciła wzrok widząc konspiracyjny uśmiech Davida. - Nie pomyślcie sobie, że nie rozumiem, bo rozumiem w pełni. Też w końcu kiedyś byłem młody, było to co prawda te dwadzieścia pięć lat temu gdy sam chodziłem do liceum, ale dobrze pamiętam te czasy... - nie przerywając mówienia cudem wstał z krzesła i chyba chciał obejść biurko, ale widząc, że nie ma miejsca, z powrotem opadł na swój fotel. Wszyscy wstrzymali oddech i odetchnęli dopiero gdy okazało się, ze mebel nie złamał się w pół pod ciężarem dyrektora. - Ale do rzeczy, bo wy przecież nie jesteście tu by słuchać mojej opowieści. No, czy któreś z was jest mi w stanie wytłumaczyć wasze zachowanie? - zapytał patrząc na każdego z nich po kolei, jednak oni nie mieli przecież pojęcia w jakiej sprawie zostali wezwani.
- Dzieci moje drogie, co ja mam z wami zrobić? - zapytał pochylając się w ich stronę nad biurkiem. Melissa, która została wypchnięta na przód, odruchowo chciała cofnąć się o krok, ale wpadła na czyiś tors. Poczuła jak ktoś czule dotyka jej ramion. Syknęła cicho czując elektryczne impulsy przechodzące przez jej skórę. Podniosła głowę by spojrzeć kto to taki i od razu odwróciła wzrok widząc konspiracyjny uśmiech Davida. - Nie pomyślcie sobie, że nie rozumiem, bo rozumiem w pełni. Też w końcu kiedyś byłem młody, było to co prawda te dwadzieścia pięć lat temu gdy sam chodziłem do liceum, ale dobrze pamiętam te czasy... - nie przerywając mówienia cudem wstał z krzesła i chyba chciał obejść biurko, ale widząc, że nie ma miejsca, z powrotem opadł na swój fotel. Wszyscy wstrzymali oddech i odetchnęli dopiero gdy okazało się, ze mebel nie złamał się w pół pod ciężarem dyrektora. - Ale do rzeczy, bo wy przecież nie jesteście tu by słuchać mojej opowieści. No, czy któreś z was jest mi w stanie wytłumaczyć wasze zachowanie? - zapytał patrząc na każdego z nich po kolei, jednak oni nie mieli przecież pojęcia w jakiej sprawie zostali wezwani.
- A mógłby pan przybliżyć temat rozmowy? - zapytała Gai zakładając ręce na piersiach.
- Mówię oczywiście o waszej tygodniowej nieobecności. - No i znów, westchnęła cicho. Nie miała pojęcia o co chodzi, nie pamiętała by ostatni tydzień wagarowała. Właściwie czym dłużej się nad tym zastanawiała z coraz większym przerażeniem zdawała sobie sprawę z jednej bardzo istotnej rzeczy. Zeszłego tygodnia bowiem, nie pamiętała wcale. Spojrzała na kalendarz na ścianie z rodzaju tych, gdzie jedna kartka przypisany jest na jeden dzień. Zmarszczyła brwi. Coś tu nie pasowało. - Normalnie jeszcze przymknąłbym na to oko, jednak to nie pierwsza taka sytuacja jeśli chodzi o waszą grupę. - kontynuował dyrektor. - W zeszłym roku wielokrotnie zdarzało się wam wszystkim opuszczać lekcje, a nie chcemy przecież żeby ta sytuacja się powtórzyła. Pamiętajcie proszę, że uczęszczanie do szkoły jest waszym obowiązkiem, waszą pracą. Nie liczą się same wyniki, chociaż są najważniejsze, ale wasza obecność i praca na rzecz szkoły też jest bardzo istotna. Zawsze mogłem na was liczyć gdy coś trzeba było zorganizować i chciałbym w tym roku to kontynuować. Wracając do tematu, nie jest to co prawda wystarczająca liczba godzin, żebym musiał nałożyć na was jakąś poważniejszą karę, ale jestem zmuszony zatrzymać was dziś w szkole trochę dłużej. Każdy z was po zajęciach zgłosi się do biblioteki i w ramach kary, przez godzinę będzie pomagać w układaniu książek. Nie powinno to być dla was nic strasznego, w końcu jesteście przyjaciółmi, prawda? Teraz proszę wróćcie na lekcje i przemyślcie swoje zachowanie, bo przecież mówię to wszystko dla waszego dobra. Zainwestujcie w swoją przyszłość, bo ona nadchodzi wielkimi krokami. - zostali wyrzuceni z gabinetu zanim ktokolwiek z nich zdążył się choćby odezwać.
***
- Przyjaciółmi?! - powtórzyła Gai, która najwyraźniej bardziej się przejęła tym niż samą karą. - Dlaczego nazwał nas przyjaciółmi?
Do końca lekcji zostało niecałe dwadzieścia minut, dlatego wszyscy razem usiedli na głównych schodach i rozmawiali. A przynajmniej próbowali.
- Nie wierze, że dali nam wszystkim karę za coś czego nie zrobiliśmy. To znaczy... Nie wiem jak wy, ale ja byłam w szkole w zeszłym tygodniu. - dodała Tiffany Vess poprawiając przy tym włosy. Melissa nie przyłączyła się do tej dyskusji, była zajęta siedzeniem na telefonie.
- Mel, co robisz? - zapytał Jared opierający się o ścianę tuż obok niej.
- Sprawdzam coś... - mruknęła wymijająco. Już drugi raz wyłączyła i włączyła telefon myśląc, że to może jakiś błąd oprogramowania, ale nie...
- Co sprawdzasz? - wciął się Luke beznamiętnym tonem. Pewnie nie spytałby, gdyby nie jej wyraz twarzy. Dziewczyna podniosła spojrzenie błękitnych oczu i wbiła je wprost w chłopaka.
- Co dzisiaj jest?
- Poniedziałek. - odparł bez chwili wahania.
- To wiem, ale data.
- Dwudziesty ósmy września. - odpowiedział za niego Andrew wyciągając gitarę z futerału.
- Na pewno?
- Na sto procent. - zapewniła ją Nora przewracając oczami.
- Czemu pytasz? - David wpatrywał się w nią z niepokojem. Melissa miała nietęgą minę. Przez chwilę badała wzrokiem ekran telefonu.
- Czemu pytasz? - David wpatrywał się w nią z niepokojem. Melissa miała nietęgą minę. Przez chwilę badała wzrokiem ekran telefonu.
- Co robiliście w zeszłym tygodniu? - zapytała znienacka zmieniając temat.
- Chodziliśmy do szkoły? - odparła Gai coraz bardziej niezadowolona z pytań dziewczyny.
- Dobra, a po szkole?
- Nie twoja... - zaczęła opryskliwie Rosewood, ale w pół zdania wtrącił się Smith.
- Nie twoja... - zaczęła opryskliwie Rosewood, ale w pół zdania wtrącił się Smith.
- To co zwykle. Ćwiczyłem, a w piątek miałem koncert z zespołem...
- Gdzie? - przerwała gitarzyście nie czekając aż skończy.
- W... - zawiesił się. - Dziwne, nie pamiętam... - zapadła cisza, w trakcie której każdy próbował sobie przypomnieć szczegóły z minionego tygodnia.
- Mam pustkę w głowie. - przyznała Tiffany. - Tak jakby ktoś...
- Wymazał nam pamięć... - dokończył za nią David. Mel westchnęła cicho.
- Dzisiaj nie jest dwudziesty ósmy... Mamy piąty października. - wyjaśniła pocierając czoło dłonią. Luke powoli wstał z miejsca.
- Nora, możesz mi pomóc? - dziewczyna choć zaskoczona, wstała i podążyła za blondynem zostawiając resztę bez słowa wyjaśnienia.
Skierowali się bezpośrednio do sali informatycznej, która na ich szczęście była pusta. Chłopak pchną drzwi i wpuściła do środka nową znajomą.
- Jesteś w stanie w ciągu dziesięciu minut włamać się do szkolnej bazy danych i sprawdzić frekwencje każdego z nas z zeszłego tygodnia? Mógłbym to zrobić sam, ale pewnie zajęło by mi to parę godzin. - odpowiedział mu lekki uśmiech.
- Pilnuj drzwi. - odparła tylko i wyciągnęła z torby laptopa. On tym czasem wyciągnął telefon i wysłał sms'a.
- Pośpiesz się. - ponaglił zerkając przez małą szybkę w drewnianych drzwiach.
- Robię co mogę. - odparła zirytowana włamując się do szkolnego dziennika elektronicznego. Mijały minuty gdy coraz mocniej marszcząc brwi dziewczyna stukała w klawiaturę. - Weszłam! - oświadczyła triumfalnie. - Kogo sprawdzić najpierw?
- To nie ma znaczenia, sprawdź wszystkich. Zrób screen'y, zapisz je i przeżuć na pendriva, a ja odciągnę uwagę.
- Kogo? - spojrzała na niego kompletnie zbita z tropu. Chłopak właśnie do kogoś dzwonił. Mówił jednocześnie do niej i do osoby po drugiej stronie słuchawki.
- Profesor Flanagan właśnie tu idzie, możecie zaczynać. Halleway, nie gap się tak tylko się pospiesz. - natychmiast odwróciła się w stronę ekranu i wpisała pierwsze nazwisko, tymczasem Luke otworzył drzwi.
- Profesorze... - nie dokończył, bo mężczyzna przerwał mu.
- Co robiłeś w mojej sali Barclay? - powoli siwiejący mężczyzna koło czterdziestki szedł w jego stronę z surowym wyrazem twarzy. W ręce trzymał kubek termiczny i teczkę wypchaną po brzegi papierami.
- Szukałem pana. Na parkingu jest jakaś afera. - chłopak wskazała wyjście z budynku. Mężczyzna wydał z siebie głuchy dźwięk niezadowolenia i ruszył w stronę drzwi. Luke podążył za nim. Profesor Alaric Flanagan był bardzo ekscentryczną postacią wśród grona pedagogicznego. Wydawało się, że nikogo nie lubi, a jednocześnie lubili go wszyscy. Miał niechlujny styl bycia, nosił typowe spodnie wojskowe, ciężkie czarne buciory i przerażająco się uśmiechał. Chodziły plotki, że ma w domu prawdziwy arsenał z bronią i ponoć wielokrotnie widziano go jak strzela z wiatrówki w Mound Springs Park obok Minnesota River na południowy-wschód od Kennedy High. Uczniowie śmiali się, że posiada licencje szpiegowską.
Wyszli na parking i ich oczom ukazała się niecodzienna scena. Andrew trzymał rzucającego się Davida, który wyglądał jakby zaraz z pianą w ustach miał rzucić się na Jared'a zalanego krwią cieknącą mu z nosa. Kawałek dalej na trawniku stały dziewczyny. Gai i Tiffany krzyczały na siebie o wiele za głośno, a Melissa szukała okazji by się wtrącić. Nauczyciel po raz kolejny westchnął ciężko, wcisnął blondynowi teczkę i kubek w ręce, po czym podszedł do rzucającego się Jhons'a. Złapał chłopaka za koszulkę i potrząsnął nim mało delikatnie.
- Spokój! - krzyknął. Dziewczyny natychmiast zamilkły. - MaClark, do mnie! - wydarł się nauczyciel. Dziewczyna pospiesznie ominęła dwie milczące dziewczyny i podbiegła do nauczyciela. - Coś ty mu zrobiła?
- Ja? - zapytała kompletnie zbita z tropu. Nie taki scenariusz sobie ustalili. Według ich planu David miał uderzyć tancerza za obrażenie jego ulubionego klubu.
- No raczej nie ja. - odparł mężczyzna stawiając już spokojnego bruneta na ziemi. - Nie wiem jakie macie kłopoty w tym swoim raju nastoletniej miłości, ale ma być spokój. Przeproście się natychmiast, bo inaczej wszyscy zarobicie karną godzinę w bibliotece,a z tego co słyszałem, już jedną macie. - surowy ton nie dał mi czasu do namysłu. Mimo, że wciąż zdezorientowani, David spojrzał na Melissę wyczekująco, jakby to ona miała przepraszać.
- Nie patrz tak na mnie, nic nie zrobiłam. - powiedziała niepewnie jak pociągnie tą grę.
- Przytulaliście się na moich oczach! - warkną o kilka tonów za głośno. Oburzona dziewczyna odsunęła się od niego o krok.
- Nieprawda! Rozmawialiśmy, potknęłam się, a on mnie złapał! Nie zachowuj się jak zazdrosny dzieciak! - zawołała teraz już na prawdę zdenerwowana. Nie dlatego, że potrafiła dobrze udawać, ale dlatego, że David wydawał się na prawdę zły, choć ona nie miała pojęcia dlaczego. Zapadła chwila ciszy w trakcie której ta dwójka wpatrywała się w siebie wściekle. Nikt nie był w stanie im przerwać, jakby między nimi była więź niedostępna dla nikogo z zewnątrz.
Luke odwrócił się w stronę drzwi wejściowych gdy tylko rudowłosa dziewczyna się w nich pojawiła. Posłał jej spojrzenie pytające "udało się", a w odpowiedzi dostał lekkie skinięcie głową. Podała mu klucz USB i spojrzała na scenę, która odgrywała się przed nimi.
- Co się dzieje? - zapytała szeptem.
- Sam się zastanawiam. - odparł tylko. Gdy to powiedział, David westchnął cicho, a jego spojrzenie zmiękło.
- Przepraszam. Chyba faktycznie przesadziłem.
- Nawet na pewno. - potwierdziła szatynka, tym razem z lekkim uśmiechem. Jego zachowanie wpływało na nią z taką siłą, że podświadomie wiedziała jak powinna zareagować. Zdołała ukryć zaskoczenie gdy pocałował ją w czubek głowy i odwrócił się w stronę bruneta.
- Wybacz stary... Kumple? - wyciągnął w jego stronę rękę.
- Ta, jasne, ale najpierw pomóż mi zatamować krwawienie. Stary, to boli jak diabli... - nauczyciel kompletnie stracił zainteresowanie i odwrócił się by wziąć swoje rzeczy od blondyna.
- Halleway, gdzie byłaś? - zapytał podejrzliwie mrużąc oczy. Od początku coś mu nie pasowało, teraz zrozumiał, że była to nieobecność tej jednej osoby.
- Odbywałam satanistyczne obrzędy. - odparła beznamiętnym tonem. Informatyk przeszył ją groźnym spojrzeniem, które miało zmusić ją do powiedzenia prawdy. - Byłam w toalecie. - skłamała bez mrugnięcia okiem jednocześnie wymijając mężczyznę.
- Tak długo? - drążył, czym zasłużył na jej pogardliwe spojrzenie. Mierzyli się wzrokiem dosłownie parę sekund, aż w końcu westchnęła przewracając oczami.
- Słyszał pan o czymś takim jak miesiączka? - nauczyciel wzdrygnął się odruchowo i czym prędzej wycofał się do budynku. Tę bitwę wygrała Nora.
- Ona zawsze zachowuje się jakby miała miesiączkę. - szepnął Andrew do Davida, czym zasłużył sobie na wściekłe spojrzenie rudowłosej.
- Nora, możesz mi pomóc? - dziewczyna choć zaskoczona, wstała i podążyła za blondynem zostawiając resztę bez słowa wyjaśnienia.
Skierowali się bezpośrednio do sali informatycznej, która na ich szczęście była pusta. Chłopak pchną drzwi i wpuściła do środka nową znajomą.
- Jesteś w stanie w ciągu dziesięciu minut włamać się do szkolnej bazy danych i sprawdzić frekwencje każdego z nas z zeszłego tygodnia? Mógłbym to zrobić sam, ale pewnie zajęło by mi to parę godzin. - odpowiedział mu lekki uśmiech.
- Pilnuj drzwi. - odparła tylko i wyciągnęła z torby laptopa. On tym czasem wyciągnął telefon i wysłał sms'a.
- Pośpiesz się. - ponaglił zerkając przez małą szybkę w drewnianych drzwiach.
- Robię co mogę. - odparła zirytowana włamując się do szkolnego dziennika elektronicznego. Mijały minuty gdy coraz mocniej marszcząc brwi dziewczyna stukała w klawiaturę. - Weszłam! - oświadczyła triumfalnie. - Kogo sprawdzić najpierw?
- To nie ma znaczenia, sprawdź wszystkich. Zrób screen'y, zapisz je i przeżuć na pendriva, a ja odciągnę uwagę.
- Kogo? - spojrzała na niego kompletnie zbita z tropu. Chłopak właśnie do kogoś dzwonił. Mówił jednocześnie do niej i do osoby po drugiej stronie słuchawki.
- Profesor Flanagan właśnie tu idzie, możecie zaczynać. Halleway, nie gap się tak tylko się pospiesz. - natychmiast odwróciła się w stronę ekranu i wpisała pierwsze nazwisko, tymczasem Luke otworzył drzwi.
- Profesorze... - nie dokończył, bo mężczyzna przerwał mu.
- Co robiłeś w mojej sali Barclay? - powoli siwiejący mężczyzna koło czterdziestki szedł w jego stronę z surowym wyrazem twarzy. W ręce trzymał kubek termiczny i teczkę wypchaną po brzegi papierami.
- Szukałem pana. Na parkingu jest jakaś afera. - chłopak wskazała wyjście z budynku. Mężczyzna wydał z siebie głuchy dźwięk niezadowolenia i ruszył w stronę drzwi. Luke podążył za nim. Profesor Alaric Flanagan był bardzo ekscentryczną postacią wśród grona pedagogicznego. Wydawało się, że nikogo nie lubi, a jednocześnie lubili go wszyscy. Miał niechlujny styl bycia, nosił typowe spodnie wojskowe, ciężkie czarne buciory i przerażająco się uśmiechał. Chodziły plotki, że ma w domu prawdziwy arsenał z bronią i ponoć wielokrotnie widziano go jak strzela z wiatrówki w Mound Springs Park obok Minnesota River na południowy-wschód od Kennedy High. Uczniowie śmiali się, że posiada licencje szpiegowską.
Wyszli na parking i ich oczom ukazała się niecodzienna scena. Andrew trzymał rzucającego się Davida, który wyglądał jakby zaraz z pianą w ustach miał rzucić się na Jared'a zalanego krwią cieknącą mu z nosa. Kawałek dalej na trawniku stały dziewczyny. Gai i Tiffany krzyczały na siebie o wiele za głośno, a Melissa szukała okazji by się wtrącić. Nauczyciel po raz kolejny westchnął ciężko, wcisnął blondynowi teczkę i kubek w ręce, po czym podszedł do rzucającego się Jhons'a. Złapał chłopaka za koszulkę i potrząsnął nim mało delikatnie.
- Spokój! - krzyknął. Dziewczyny natychmiast zamilkły. - MaClark, do mnie! - wydarł się nauczyciel. Dziewczyna pospiesznie ominęła dwie milczące dziewczyny i podbiegła do nauczyciela. - Coś ty mu zrobiła?
- Ja? - zapytała kompletnie zbita z tropu. Nie taki scenariusz sobie ustalili. Według ich planu David miał uderzyć tancerza za obrażenie jego ulubionego klubu.
- No raczej nie ja. - odparł mężczyzna stawiając już spokojnego bruneta na ziemi. - Nie wiem jakie macie kłopoty w tym swoim raju nastoletniej miłości, ale ma być spokój. Przeproście się natychmiast, bo inaczej wszyscy zarobicie karną godzinę w bibliotece,a z tego co słyszałem, już jedną macie. - surowy ton nie dał mi czasu do namysłu. Mimo, że wciąż zdezorientowani, David spojrzał na Melissę wyczekująco, jakby to ona miała przepraszać.
- Nie patrz tak na mnie, nic nie zrobiłam. - powiedziała niepewnie jak pociągnie tą grę.
- Przytulaliście się na moich oczach! - warkną o kilka tonów za głośno. Oburzona dziewczyna odsunęła się od niego o krok.
- Nieprawda! Rozmawialiśmy, potknęłam się, a on mnie złapał! Nie zachowuj się jak zazdrosny dzieciak! - zawołała teraz już na prawdę zdenerwowana. Nie dlatego, że potrafiła dobrze udawać, ale dlatego, że David wydawał się na prawdę zły, choć ona nie miała pojęcia dlaczego. Zapadła chwila ciszy w trakcie której ta dwójka wpatrywała się w siebie wściekle. Nikt nie był w stanie im przerwać, jakby między nimi była więź niedostępna dla nikogo z zewnątrz.
Luke odwrócił się w stronę drzwi wejściowych gdy tylko rudowłosa dziewczyna się w nich pojawiła. Posłał jej spojrzenie pytające "udało się", a w odpowiedzi dostał lekkie skinięcie głową. Podała mu klucz USB i spojrzała na scenę, która odgrywała się przed nimi.
- Co się dzieje? - zapytała szeptem.
- Sam się zastanawiam. - odparł tylko. Gdy to powiedział, David westchnął cicho, a jego spojrzenie zmiękło.
- Przepraszam. Chyba faktycznie przesadziłem.
- Nawet na pewno. - potwierdziła szatynka, tym razem z lekkim uśmiechem. Jego zachowanie wpływało na nią z taką siłą, że podświadomie wiedziała jak powinna zareagować. Zdołała ukryć zaskoczenie gdy pocałował ją w czubek głowy i odwrócił się w stronę bruneta.
- Wybacz stary... Kumple? - wyciągnął w jego stronę rękę.
- Ta, jasne, ale najpierw pomóż mi zatamować krwawienie. Stary, to boli jak diabli... - nauczyciel kompletnie stracił zainteresowanie i odwrócił się by wziąć swoje rzeczy od blondyna.
- Halleway, gdzie byłaś? - zapytał podejrzliwie mrużąc oczy. Od początku coś mu nie pasowało, teraz zrozumiał, że była to nieobecność tej jednej osoby.
- Odbywałam satanistyczne obrzędy. - odparła beznamiętnym tonem. Informatyk przeszył ją groźnym spojrzeniem, które miało zmusić ją do powiedzenia prawdy. - Byłam w toalecie. - skłamała bez mrugnięcia okiem jednocześnie wymijając mężczyznę.
- Tak długo? - drążył, czym zasłużył na jej pogardliwe spojrzenie. Mierzyli się wzrokiem dosłownie parę sekund, aż w końcu westchnęła przewracając oczami.
- Słyszał pan o czymś takim jak miesiączka? - nauczyciel wzdrygnął się odruchowo i czym prędzej wycofał się do budynku. Tę bitwę wygrała Nora.
- Ona zawsze zachowuje się jakby miała miesiączkę. - szepnął Andrew do Davida, czym zasłużył sobie na wściekłe spojrzenie rudowłosej.
***
Po lekcjach, tak jak im nakazano, stawili się w bibliotece. Wchodząc do środka od razu można było zauważyć na co szkoła przeznacza najwięcej pieniędzy. Każda ściana w pomieszczeniu została zakryta biblioteczkami z ciemnego, gładkiego drewna. Na końcu pokoju znajdowało się ogromne dębowe biurko bibliotekarki, a przed nim prawdziwy labirynt stworzony z półek na książki, który można było obejść z dwóch stron. Gdy poszło się na prawo, docierało się do stanowisk komputerowych, natomiast jeśli człowiek skierował się w lewo, mógł znaleźć stoły i fotele dla uczniów. Ciemna kolorystyka nadawała pomieszczeniu pewną dozę tajemniczość, od której po plecach Melissy przebiegł dreszcz podniecenia.
Kochała książki jak nic na świecie, uwielbiała zapach papieru na którym wydrukowane były słowa wywołujące u niej najróżniejsze emocje. Kochała czuć w rękach ich ciężar, móc dotknąć chropowatych stronic i gładkich okładek. Biblioteka szkolna wydawała jej się kwintesencją wszystkiego co uwielbiała. Wielokrotnie siadała na jednym z wygodnych foteli obitych ciemnobrązowym materiałem i oddawała się swojej pasji, czasem przychodziła pod koniec tygodnia, żeby pomóc poukładać książki.
- Melissa dziecko, jak miło Cię widzieć. - zza jednego z regałów wyłoniła się postać starszej kobiety. Siwe włosy związane miała na czubku głowy w staromodny kok. Była bardzo pogodną i ciepłą osobą, a zmarszczki nadawały twarzy kobiety pewnego rodzaju tajemniczości i wrażenia o bogatym doświadczeniu życiowym jak i niezaprzeczalnej mądrości. - Cieszę się, że przyprowadziłaś przyjaciół.
Nie była to do końca prawda. Właściwie Melissa prawie sama zapomniała, że miała zostać po lekcjach. Była przytłoczona myślami na temat dzisiejszych wydarzeń, a trybiki w jej mózgu chodziły na pełnych obrotach. Zastanawiała się nad "przegapionym" tygodniem oraz słowach dyrektora i nauczyciela informatyki. Jedynie dzięki Norze trafiła po lekcjach do biblioteki.
- Dzień dobry pani Feather. W czym możemy pani dziś pomóc? - zapytała brunetka w imieniu całej grupy.
- Ah tak, oczywiście, już. - kobieta wyciągnęła z kieszeni swojej aksamitnej sukienki kartkę złożoną na pół. Otworzyła i przeczytała. - Wygląda na to, że ktoś musi pousuwać z komputerów pliki zapisane na pulpicie, trzeba książki z wózków poukładać na półkach i przydałoby się zetrzeć kurze...
- Biorę komputery. - jednocześnie odezwali się Nora i Luke. Jared zadeklarował się, że zetrze kurze, dlatego reszcie pozostało układanie książek.
- Muszę przyznać dzieciaki, że wspaniale się dogadujecie. - Odezwała się kobieta gdy podzielili między sobą zadania w błyskawicznym tempie. - To niezwykłe, że mimo różnic, potraficie stworzyć zgraną drużynę. Cóż, sowa wraca za biurko, jakbyście czegoś potrzebowali, nie krępujcie się pytać. - Z babcinym uśmiechem zostawiła ich samych.
- Znów to samo. - Gai parsknęła zirytowana. Miała już tego dość. Nie chodziło nawet o to, że nagle została przypisana jako przyjaciółka ludzi, których ledwo znała, ani, że znalazła się w sytuacji, której nie rozumiała. Denerwowało ją, że w towarzystwie tych ludzi czuła się bardziej komfortowo, niż wśród tych, których dotąd nazywała przyjaciółmi, że miała co do nich dobre przeczucia. - Nie denerwuje was, że inni zdają się wiedzieć o nas więcej niż my sami?
- Denerwuje. - przyznał Andrew obejmując ją ramieniem. - Ale uznaliśmy, że w tej chwili nie warto tracić czasu na narzekanie. - szkolna piękność łypnęła na niego wilkiem.
- Spadaj Andy. - warknęła gardłowo i zdjęła jego rękę ze swoich barków. - Bierzmy się do roboty, bo nigdy tego nie skończymy.
- Spokojnie kochanie. Złość piękności szkodzi.
Luke i Nora już dawno odłączyli się od grupy by zająć się swoją pracą. Oboje usiedli do komputerów i dziewczyna zaczęła wykonywać żmudne zadanie, pod czas gdy chłopak wyciągnął z kieszeni srebrne urządzenie i podłączył do sprzętu.
- Sprawdzasz screen'y? - odpowiedział skinieniem głowy. - Nie zdążyłam nawet zobaczyć co tam pisało.
- Chcę je wydrukować, żebyśmy wszyscy zobaczyli. - gdy to powiedział, drukarka zaczęła działać. Nawet nie spojrzał na wydrukowane kartki, od razu schował je do plecaka. - Ale najpierw to skończymy. Czym szybciej to zrobimy, tym więcej czasu będziemy mieć na rozmowę. - zadecydował i wrócił do monitora. Nora ani na chwilę nie odwróciła od niego wzroku. U nich wszystkich widziała jak dotąd najróżniejsze emocje, ale nie u Luke'a. Przez cały dzień ani razu się nie uśmiechnął, tylko raz wydawał się zirytowany, gdy nakazał jej pośpiech w sali informatycznej, a tak... Wciąż ta sama mina, skupiony i chłodny wyraz twarzy.
Tymczasem w drugiej części pomieszczenia Gai, Tiffany, Melissa, David i Andrew układali książki na półkach jednocześnie rozmawiając.
- Na prawdę mam ochotę komuś przyłożyć, to okropnie denerwująca sytuacja. - powtórzyła się Rosewood. - Nie wmówicie mi, że nie jesteście przez to ani trochę spięci.
- Jesteśmy. - Tiff jak dotąd siedziała wyjątkowo jak na nią cicho, zazwyczaj była gadatliwa jak Gai. - Sytuacja jest stresująca, ale na razie właściwie nie wiemy nic. Nawet nie zauważyliśmy, że coś jest nie tak dopóki Mel nie wyskoczyła z tą datą. Nie mam pojęcia co się dzieje i nienawidzę tego uczucia. - odrzuciła włosy na plecy i wróciła do układania książek. Już praktycznie kończyli.
- Moim zdaniem to dobrze, że nam powiedziała. - Andy wtrącił z zamyśloną miną. - Wiedza zawsze jest lepsza niż nie wiedza, Mel dobrze zrobiła.
- Szkoda, że jej tu nie ma i nie możecie jej tego wszystkiego powiedzieć. - usłyszeli sarkastyczny ton dziewczyny po drugiej stronie półki. - Nie chcecie wiedzieć co się stało? Bo ja chcę. Wybaczcie, jeśli wciągnięcie was w to było błędem. - palce, które zaciskała ze złością na książce, pobielały. David stanął za nią i delikatnym gestem wyjął jej powieść z dłoni.
- Stało... A skąd wiemy, że cokolwiek to jest, wciąż się nie dzieje? - zapytał bardziej sam siebie niż ich.
- Biss, przestań tak gadać...
- Skończyłam. - przerwała im Mel. Zanim się zorientowali, żadne z nich nie miało już książek na swoich wózkach. Odwieźli je bibliotekarce, a ona kazała im usiąść w części czytelniczej i poczekać aż karna godzina się skończy. Mniej więcej w tym samym czasie swoje prace skończyli Nora, Luke i Jared i dołączyli do nich. Stanęli wokół jednego ze stołów.
- Barclay, może wyjaśnisz nam, czemu miało posłużyć to całe przedstawienie na parkingu? - zapytał Evans odruchowo dotykając swojego nosa, który dobrze jeszcze pamiętał ból po uderzeniu Davida.
- Przecież powiedziałem, że dla odwrócenia uwagi.
- Jasne, ale od czego? - sprecyzowała Gai.
- Żebym dać mi więcej czasu. - mruknęła Nora wymijająco. Luke wyciągnął z plecaka kartki, które wcześniej wydrukował.
- Chcieliśmy zdobyć to. - odparł bez wahania rzucając na stół wydruki. Tiff rozłożyła je by każdą było wyraźnie widać.
- Czy to... - Gai marszcząc brwi wzięła jedną kartkę do ręki. Zrobiła wielkie oczy rzucając kartkę z powrotem na stół. - Postradaliście zmysły?! Włamaliście się do szkolnej bazy danych? - warknęła półszeptem by Pani Feather nie mogła ich usłyszeć.
- A jak mieliśmy sprawdzić naszą frekwencje? To był najszybszy i najprostszy sposób. - odparł blondyn ze stoickim spokojem. - Spójrzcie. W poniedziałek dwudziestego ósmego września, każdy z nas był na pierwszej lekcji, ale na następnych już nie. Co oznacza, że musiało wydarzyć się coś, co zmusiło nas wszystkich do opuszczenia tego dnia zajęć. Co więcej, nie zjawiliśmy się na żadnej lekcji do końca tygodnia. Pytanie brzmi, co się stało, że opuściliśmy teren szkoły. - Luke spojrzał na nich wszystkich po kolei. Napotkał wzrok Gai. - Oczywiście pozostaje mnóstwo innych pytań, ale myślę, że jeśli zdołamy odpowiedzieć na to, reszta wyjdzie w praniu.
Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. W pierwszej chwili pomyślała, że to może David lub Jordan, ale oboje stali po drugiej stronie stołu. Z przerażeniem pomyślała o starej bibliotekarce. Czy to możliwe, że pani Feather stała za nimi, słuchała o czym mówią, a nikt jej nawet nie zauważył?! Odwróciła się gwałtownie, ale za sobą zobaczyła tylko wejście do działu książek historycznych. Zaskoczona dotknęła swojego ramienia, była pewna, że ktoś przed chwilą ją dotkną, wyraźnie czuła ciepło ludzkiego ciała. Z szybko bijącym sercem odwróciła się do reszty, którzy nawet nie zauważyli jej dziwnego zachowania.
- Dobra. - David odpowiedział bez cienia wątpliwości. W Norze zaczęło się gotować. Czym dłużej przypatrywała się im wszystkim, tym bardziej coś jej się nie zgadzało, coś nie było w porządku, coś poszło zbyt łatwo.
- Chwila moment... Luke, co dokładnie im napisałeś wtedy w pracowni informatycznej? - rudowłosa przeszywała blondyna spojrzeniem.
- Zapytał, czy moglibyśmy mu pomóc i udawać, że wszczynamy bójkę na parkingu. - odpowiedział Andy sprawdzając wiadomość, którą dostał od blondyna.
- I tak po prostu to zrobiliście? - reszta skinęła głową. - Nie mieliście żadnych pytań typu "po co"?
- Napisał, żeby mu zaufać.
- I zaufaliście? O tak? - pstryknęła palcami wpatrując się w nich z coraz większym niedowierzaniem. - Poważnie ludzie, co jest z wami nie tak? Poznaliście tego kolesia pół godziny wcześniej, a już ufacie mu na tyle by bez zadawania pytań zacząć się lać po mordach? Nie uważacie, że to dziwne? Do końca was pogrzało?- Tiffany wpatrywała się w kartki, ale teraz uniosła wzrok.
- To jest dziwne... Ja nie ufam byle komu, a nawet nie pomyślałam żeby zapytać o cokolwiek... - Przeniosła wzrok na Davida. - To się nie stało... Cokolwiek to jest, wciąż się dzieje...
- Melissa dziecko, jak miło Cię widzieć. - zza jednego z regałów wyłoniła się postać starszej kobiety. Siwe włosy związane miała na czubku głowy w staromodny kok. Była bardzo pogodną i ciepłą osobą, a zmarszczki nadawały twarzy kobiety pewnego rodzaju tajemniczości i wrażenia o bogatym doświadczeniu życiowym jak i niezaprzeczalnej mądrości. - Cieszę się, że przyprowadziłaś przyjaciół.
Nie była to do końca prawda. Właściwie Melissa prawie sama zapomniała, że miała zostać po lekcjach. Była przytłoczona myślami na temat dzisiejszych wydarzeń, a trybiki w jej mózgu chodziły na pełnych obrotach. Zastanawiała się nad "przegapionym" tygodniem oraz słowach dyrektora i nauczyciela informatyki. Jedynie dzięki Norze trafiła po lekcjach do biblioteki.
- Dzień dobry pani Feather. W czym możemy pani dziś pomóc? - zapytała brunetka w imieniu całej grupy.
- Ah tak, oczywiście, już. - kobieta wyciągnęła z kieszeni swojej aksamitnej sukienki kartkę złożoną na pół. Otworzyła i przeczytała. - Wygląda na to, że ktoś musi pousuwać z komputerów pliki zapisane na pulpicie, trzeba książki z wózków poukładać na półkach i przydałoby się zetrzeć kurze...
- Biorę komputery. - jednocześnie odezwali się Nora i Luke. Jared zadeklarował się, że zetrze kurze, dlatego reszcie pozostało układanie książek.
- Muszę przyznać dzieciaki, że wspaniale się dogadujecie. - Odezwała się kobieta gdy podzielili między sobą zadania w błyskawicznym tempie. - To niezwykłe, że mimo różnic, potraficie stworzyć zgraną drużynę. Cóż, sowa wraca za biurko, jakbyście czegoś potrzebowali, nie krępujcie się pytać. - Z babcinym uśmiechem zostawiła ich samych.
- Znów to samo. - Gai parsknęła zirytowana. Miała już tego dość. Nie chodziło nawet o to, że nagle została przypisana jako przyjaciółka ludzi, których ledwo znała, ani, że znalazła się w sytuacji, której nie rozumiała. Denerwowało ją, że w towarzystwie tych ludzi czuła się bardziej komfortowo, niż wśród tych, których dotąd nazywała przyjaciółmi, że miała co do nich dobre przeczucia. - Nie denerwuje was, że inni zdają się wiedzieć o nas więcej niż my sami?
- Denerwuje. - przyznał Andrew obejmując ją ramieniem. - Ale uznaliśmy, że w tej chwili nie warto tracić czasu na narzekanie. - szkolna piękność łypnęła na niego wilkiem.
- Spadaj Andy. - warknęła gardłowo i zdjęła jego rękę ze swoich barków. - Bierzmy się do roboty, bo nigdy tego nie skończymy.
- Spokojnie kochanie. Złość piękności szkodzi.
Luke i Nora już dawno odłączyli się od grupy by zająć się swoją pracą. Oboje usiedli do komputerów i dziewczyna zaczęła wykonywać żmudne zadanie, pod czas gdy chłopak wyciągnął z kieszeni srebrne urządzenie i podłączył do sprzętu.
- Sprawdzasz screen'y? - odpowiedział skinieniem głowy. - Nie zdążyłam nawet zobaczyć co tam pisało.
- Chcę je wydrukować, żebyśmy wszyscy zobaczyli. - gdy to powiedział, drukarka zaczęła działać. Nawet nie spojrzał na wydrukowane kartki, od razu schował je do plecaka. - Ale najpierw to skończymy. Czym szybciej to zrobimy, tym więcej czasu będziemy mieć na rozmowę. - zadecydował i wrócił do monitora. Nora ani na chwilę nie odwróciła od niego wzroku. U nich wszystkich widziała jak dotąd najróżniejsze emocje, ale nie u Luke'a. Przez cały dzień ani razu się nie uśmiechnął, tylko raz wydawał się zirytowany, gdy nakazał jej pośpiech w sali informatycznej, a tak... Wciąż ta sama mina, skupiony i chłodny wyraz twarzy.
Tymczasem w drugiej części pomieszczenia Gai, Tiffany, Melissa, David i Andrew układali książki na półkach jednocześnie rozmawiając.
- Na prawdę mam ochotę komuś przyłożyć, to okropnie denerwująca sytuacja. - powtórzyła się Rosewood. - Nie wmówicie mi, że nie jesteście przez to ani trochę spięci.
- Jesteśmy. - Tiff jak dotąd siedziała wyjątkowo jak na nią cicho, zazwyczaj była gadatliwa jak Gai. - Sytuacja jest stresująca, ale na razie właściwie nie wiemy nic. Nawet nie zauważyliśmy, że coś jest nie tak dopóki Mel nie wyskoczyła z tą datą. Nie mam pojęcia co się dzieje i nienawidzę tego uczucia. - odrzuciła włosy na plecy i wróciła do układania książek. Już praktycznie kończyli.
- Moim zdaniem to dobrze, że nam powiedziała. - Andy wtrącił z zamyśloną miną. - Wiedza zawsze jest lepsza niż nie wiedza, Mel dobrze zrobiła.
- Szkoda, że jej tu nie ma i nie możecie jej tego wszystkiego powiedzieć. - usłyszeli sarkastyczny ton dziewczyny po drugiej stronie półki. - Nie chcecie wiedzieć co się stało? Bo ja chcę. Wybaczcie, jeśli wciągnięcie was w to było błędem. - palce, które zaciskała ze złością na książce, pobielały. David stanął za nią i delikatnym gestem wyjął jej powieść z dłoni.
- Stało... A skąd wiemy, że cokolwiek to jest, wciąż się nie dzieje? - zapytał bardziej sam siebie niż ich.
- Biss, przestań tak gadać...
- Skończyłam. - przerwała im Mel. Zanim się zorientowali, żadne z nich nie miało już książek na swoich wózkach. Odwieźli je bibliotekarce, a ona kazała im usiąść w części czytelniczej i poczekać aż karna godzina się skończy. Mniej więcej w tym samym czasie swoje prace skończyli Nora, Luke i Jared i dołączyli do nich. Stanęli wokół jednego ze stołów.
- Barclay, może wyjaśnisz nam, czemu miało posłużyć to całe przedstawienie na parkingu? - zapytał Evans odruchowo dotykając swojego nosa, który dobrze jeszcze pamiętał ból po uderzeniu Davida.
- Przecież powiedziałem, że dla odwrócenia uwagi.
- Jasne, ale od czego? - sprecyzowała Gai.
- Żebym dać mi więcej czasu. - mruknęła Nora wymijająco. Luke wyciągnął z plecaka kartki, które wcześniej wydrukował.
- Chcieliśmy zdobyć to. - odparł bez wahania rzucając na stół wydruki. Tiff rozłożyła je by każdą było wyraźnie widać.
- Czy to... - Gai marszcząc brwi wzięła jedną kartkę do ręki. Zrobiła wielkie oczy rzucając kartkę z powrotem na stół. - Postradaliście zmysły?! Włamaliście się do szkolnej bazy danych? - warknęła półszeptem by Pani Feather nie mogła ich usłyszeć.
- A jak mieliśmy sprawdzić naszą frekwencje? To był najszybszy i najprostszy sposób. - odparł blondyn ze stoickim spokojem. - Spójrzcie. W poniedziałek dwudziestego ósmego września, każdy z nas był na pierwszej lekcji, ale na następnych już nie. Co oznacza, że musiało wydarzyć się coś, co zmusiło nas wszystkich do opuszczenia tego dnia zajęć. Co więcej, nie zjawiliśmy się na żadnej lekcji do końca tygodnia. Pytanie brzmi, co się stało, że opuściliśmy teren szkoły. - Luke spojrzał na nich wszystkich po kolei. Napotkał wzrok Gai. - Oczywiście pozostaje mnóstwo innych pytań, ale myślę, że jeśli zdołamy odpowiedzieć na to, reszta wyjdzie w praniu.
Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. W pierwszej chwili pomyślała, że to może David lub Jordan, ale oboje stali po drugiej stronie stołu. Z przerażeniem pomyślała o starej bibliotekarce. Czy to możliwe, że pani Feather stała za nimi, słuchała o czym mówią, a nikt jej nawet nie zauważył?! Odwróciła się gwałtownie, ale za sobą zobaczyła tylko wejście do działu książek historycznych. Zaskoczona dotknęła swojego ramienia, była pewna, że ktoś przed chwilą ją dotkną, wyraźnie czuła ciepło ludzkiego ciała. Z szybko bijącym sercem odwróciła się do reszty, którzy nawet nie zauważyli jej dziwnego zachowania.
- Dobra. - David odpowiedział bez cienia wątpliwości. W Norze zaczęło się gotować. Czym dłużej przypatrywała się im wszystkim, tym bardziej coś jej się nie zgadzało, coś nie było w porządku, coś poszło zbyt łatwo.
- Chwila moment... Luke, co dokładnie im napisałeś wtedy w pracowni informatycznej? - rudowłosa przeszywała blondyna spojrzeniem.
- Zapytał, czy moglibyśmy mu pomóc i udawać, że wszczynamy bójkę na parkingu. - odpowiedział Andy sprawdzając wiadomość, którą dostał od blondyna.
- I tak po prostu to zrobiliście? - reszta skinęła głową. - Nie mieliście żadnych pytań typu "po co"?
- Napisał, żeby mu zaufać.
- I zaufaliście? O tak? - pstryknęła palcami wpatrując się w nich z coraz większym niedowierzaniem. - Poważnie ludzie, co jest z wami nie tak? Poznaliście tego kolesia pół godziny wcześniej, a już ufacie mu na tyle by bez zadawania pytań zacząć się lać po mordach? Nie uważacie, że to dziwne? Do końca was pogrzało?- Tiffany wpatrywała się w kartki, ale teraz uniosła wzrok.
- To jest dziwne... Ja nie ufam byle komu, a nawet nie pomyślałam żeby zapytać o cokolwiek... - Przeniosła wzrok na Davida. - To się nie stało... Cokolwiek to jest, wciąż się dzieje...
Noo zapowiada się fajnie xD wgl 'Flanagan' xD od razu mi Mallaroy stanął przed oczami hah xD
OdpowiedzUsuńjeszcze nie do końca pamiętam imiona wszystkich. Chłopaki są tak mili że aż muszą coś ukrywać bo to zbyt dziwne. Albo to ja nie przywykłam do miłych kolesi xD
jakoś tak lubię Gai. Wydaje się okej a ta powierzchowność popularnej laski taka trochę udawana może...? No, zobaczymy potem. Ogólnie laski są spoko. Czekam tylko na 'prawdziwe' ja chłopaków. O skrytym Luke'u nie wspominając xD
Wgl, poczatkowo myślałam że to takie "meh kolejne szkolne opo" a tu nagle jakieś zaniki pamięci coś tam tego inne daty... i juz wielki plus z mojej strony xD
UsuńNawet nie pomyślałam o Mallaroy wybierając nazwisko nauczyciela, ale fajne masz skojarzenia hahaha
UsuńO to chodziło, żeby z początku takie niepozorne wejście w szkolne życie, a potem bum, wszystko staje na głowie.
Co do postaci... Powiem Ci tylko, że każdy jest na swój sposób skomplikowany.
Dziękuję :)
Za to mi Flanagan od razu skojarzył się z autorem Zwiadowców ^^ Fajnie się zapowiada, lubię taką długość rozdziałów. Nic Ci nie pozostaję tylko pisać dalej! :3
OdpowiedzUsuńIthunna
Hahah, czytałam związkowców i tak mi się spodobało, że to nazwisko jakoś utkwiło mi w pamięci :)
Usuń